Buddyjski wgląd w weganizm z Ratnaprabhą

Głównym powodem medytacji, z buddyjskiego punktu widzenia, jest uzyskanie wglądu. Kiedy widzimy na wskroś naturę rzeczywistości, zaczynamy wieść znacznie bardziej realistyczne życie, bierzemy świat – i siebie samego – takim, jaki jest naprawdę

Ratnaprabha, weganin i członek Wspólnoty Buddyjskiej Triratna, opowiada o związku między buddyzmem, medytacją i weganizmem.

Nazywam się Ratnaprabha i uczę tutaj, w West London Buddhist Centre. Zostałem buddystą dawno temu, kiedy stresowałem się bardzo podczas egzaminów na uniwersytecie i pomyślałem, że muszę się nauczyć medytować no i [tak] poznałem medytację buddyjską. Byłem pod wrażeniem mojego buddyjskiego nauczyciela, więc postanowiłem zgłębić buddyzm – to wszystko doprowadziło mnie do miejsca, gdzie jestem teraz.

Moje imię jest buddyjskie i oznacza „blask klejnotu”. Ratna oznacza ​​klejnot a Prabha to świecenie.

Zostałem weganinem w 1996 roku. Od czasów studenckich zawsze byłem wegetarianinem i [kiedy] przenosiłem się do buddyjskiego ośrodka odosobnień (w pewnym sensie do klasztoru) i całe jedzenie było tak czy owak wegańskie, a ja zawsze czułem, że etycznie byłoby mi znacznie lepiej będąc weganinem, pomyślałem: „To moja szansa, z łatwością mogę zostać weganinem”.

Triratna

Społeczność buddyjska Triratna jest stosunkowo młodą organizacją buddyjską, która rozpoczęła działalność w 1960 roku. Została założona przez Sangharakshitę. Przez wiele lat był on mnichem na Wschodzie, a kiedy wrócił do Europy zdecydował, że samo tylko buddyjskie stowarzyszenie nie wystarczy. Dobrze byłoby mieć wspólnotę dla ludzi, którzy zobowiązali się do praktykowania buddyzmu przez całe życie. Ale nie chciał, aby był to tradycyjny klasztor, w którym musisz być zakonnicą lub mnichem, chciał, aby była to wspólnota, gdzie możesz być osobą świecką, żonatą/zamężną, z dziećmi lub mającą zwykłą pracę albo gdzie, jeśli wolisz, możesz żyć jak zakonnica lub mnich.

Myślę, że sposób nauczania, jako społeczności buddyjskiej w Londynie, musi być dostosowany do współczesnego Zachodu. To musi być coś odpowiedniego dla prawdziwych ludzi, zwykłych ludzi i wiem, że gdybym po raz pierwszy poszedł uczyć się o buddyzmie i postawiono by mnie jedynie przed mężczyznami z ogolonymi głowami i w szatach, prawdopodobnie pomyślałbym że to tylko jakaś dziwna religia i że w coś takiego nie będę wchodził. Dlatego uważam, że ważne jest, abyśmy byli częścią społeczeństwa i byli w nie zaangażowani. Myślę, że dobrze jest również być wszechstronnie zaangażowanym w świat, politykę, sprawy społeczne i tego typu sprawy.

Metta bhavana

W społeczności buddyjskiej Triratna kładziemy szczególny nacisk na dwa rodzaje medytacji. To, co naprawdę potrzebujemy, to uważność i życzliwość [dobroć]. Z tymi dwoma rzeczami można czynić postępy jako buddysta. Jeśli jesteśmy uważni względem innych żywych istot to równoznaczne to jest z życzliwością, a życzliwość oznacza, że ​​musimy być uważni i świadomi. Myślę więc, że naprawdę dobrze jest medytować zarówno uważność jak i życzliwość.

Metta bhavana oznacza kultywowanie miłującej dobroci lub kultywowanie przyjazności. Medytacja ta odbywa się zazwyczaj na pięciu etapach i staramy się rozwinąć w sobie postawę czy reakcję wobec bliskiego przyjaciela i zobaczyć, czy możemy ją w niezmienionej formie przenieść na wszystkich, na wszystkie żyjące istoty. Nie możemy jednak ograniczyć tego do stwierdzenia, że „Wszyscy powinni kochać wszystkich”. Może i powinni ale jest to bardzo trudne w realizacji. Potrzebujemy jakiejś dyscypliny, pewnego rodzaju praktyki, która pomoże nam rozwinąć więcej miłości i więcej dobroci, więc robimy to etapami, aby stopniowo to rozbudowywać.

(1) Na pierwszym etapie zaczynamy od siebie. Mówimy więc: „Chcę nawiązać kontakt z moim szczerym pragnieniem własnego dobra, tak, chciałbym być szczęśliwą osobą, chciałbym mieć dobre życie” i dobrze jest nie zapominać o tym, tak by nasza miłość do innych nie była jakimś samopoświęceniem czy jakąś miłością męczeńską. (2) Następnie przywodzimy na myśl bliskiego przyjaciela. Tu nie powinno być problemów. Przywołujemy go i myślimy: „Co za miły człowiek, naprawdę lubię tę osobę, naprawdę mam nadzieję, że gdyby zachorował to wyzdrowieje, a jeśli będzie szukał pracy, to mam nadzieję że ją dostanie” i tego typu rzeczy. Naprawdę życzymy wszystkiego dobrego najlepszemu przyjacielowi, co jest stosunkowo łatwe. (3) Następnie, na trzecim etapie, obserwujemy, czy uda nam się utrzymać ten sam przepływ dobroci i życzliwości, mając na myśli osobę neutralną. Kogoś, na kim jakoś szczególnie nam nie zależy. Myślimy: „Czy mogę mieć te odczucia wobec tej neutralnej osoby?”, a (4) następnie na czwartym etapie postępujemy tak samo z osobą nieprzyjemną i jest to najtrudniejsze z wszystkiego. Z kimś, kto rzeczywiście jest źródłem naszych problemów i zwykle chciałoby się powiedzieć: „Odejdź, obyś cierpiał tak bardzo jak ja”, a zamiast tego mówimy: „Niech ci będzie dobrze, bądź szczęśliwy”. Nie będę udawał że ją lubię, nie zamierzam nie zauważać, że może nie zrobiła tych okropnych rzeczy, ale przynajmniej życzę jej dobrze. I w (5) następnej kolejności promieniujemy tym uczuciem na wszystkie istoty, na wszystkie istoty ludzkie i na wszystkie zwierzęta. Jest bardzo ważne aby zwierzęta zostały włączone do tego ostatniego etapu, tak jak i wszystkie żywe istoty – próbujemy promieniować  pragnienie, by były szczęśliwe i miały dobre życie. Jest to wspaniała medytacja i sprawia dużo frajdy, jeśli uda nam się w nią należycie zaangażować.

Uczucia i emocje

Kiedy praktykujemy metta bhavana, praktykę [miłującej] dobroci, ważne jest aby odróżnić uczucia od emocji. Zatem uczucie to po prostu to, jak się czujesz, a zwłaszcza to, jak reagujesz na rzeczy. Więc myślisz o osobie, która jest twoim dobrym przyjacielem i od razu czujesz się dobrze. Myślisz o trudnej osobie i od razu czujesz się, mmm, okropnie. Ale rzecz w tym, że metta to nie uczucie, to nie jest coś, co masz w sercu – to intencja. I to intencja sprawia, że pojawia się coś, co można nazwać emocją. W języku angielskim, a może także w innych językach, uczucie i emocje łączą się ze sobą, ale w buddyzmie słowo określające uczucie jest bardzo różne od słowa na oznaczenie emocji. Myślę, że emocje to to, co robimy, co tworzymy i są to intencje, jak to że pragniemy szczęścia dla innych ludzi, podczas gdy uczucie pojawia się wtedy, gdy [na przykład] przy jednej osobie, którą spotykamy czujemy się dobrze, a przy drugiej czujemy się źle. Więc na tym polega to rozróżnienie i czasami medytujemy i nie czujemy się pełni cudownych, ciepłych uczuć ale mimo to możemy mieć w sobie to głębokie poczucie: „Naprawdę chciałbym, żeby ci ludzie byli szczęśliwi, to trudne, ale chciałbym by czuli się szczęśliwi”.

Medytacja metta sprawia, że ​​mamy bardziej wrażliwe i otwarte serce a świadomość rośnie. Jeśli wzrasta nasza świadomość to i współodczuwanie staje się silniejsze

Medytacja i etyka

Gdy pomyślę o ludziach, których uczyłem medytacji lub o których wiem, że medytują, to zazwyczaj wiąże się to ze zmianami w ich życiu. Nie zawsze, ale zwykle tak jest. A zwłaszcza jeśli praktykujemy medytację metta bhavana, będziemy osobami życzliwszymi i bardziej sympatycznymi. Zatem odniesie ona jakiś skutek jeśli chodzi o naszą dietę i nasze etyczne zachowanie w świecie. Interesujące jest to, że w moim własnym przypadku zaczęło się od wegetarianizmu, a potem stało się to bardziej rygorystyczne i przeszło w weganizm. I wydaje mi się, że podobnie jest z innymi ludźmi. Kiedy zaczynają medytować, mogą być wielkimi zjadaczami mięsa i czasem w trakcie medytacji pojawiają się im spontanicznie obrazy zwierząt, cierpiących zwierząt i zdają sobie z tego sprawę, i kiedy następnym razem jedzą mięso, w wyniku tej medytacji odczuwają o wiele większe połączenie, łączą się z żywą istotą, która tam była albo też, jeśli spożywają produkty mleczne, przypomina im się, co słyszeli o warunkach, w jakich zwierzęta muszą żyć na farmach hodowlanych. Tak więc medytacja promuje ten rodzaj sympatii i zazwyczaj odnosi to skutek.

Myślę, że medytacja sprawia, że ​​mamy bardziej wrażliwe serce. Nasze serce staje się bardziej otwarte, a świadomość rośnie. Jeśli nasza świadomość wzrasta, z pewnością i współodczuwanie również stanie się silniejsze.

Na czwartym etapie medytacji rozszerzamy dobroć na kogoś, kogo nie lubimy lub kto wyprowadza nas z równowagi i wydaje mi się, że podejście wegan do nie-wegan czasami może być nieco osądzające, w stylu: „O nie, to jest osoba, z którą nie chcę mieć nic wspólnego, to nie jest dobry człowiek, to źli ludzie, jak mogą to robić?”. Ale kiedy wykonujemy medytację, odczuwamy troszkę więcej sympatii wobec ludzi, którzy niekoniecznie podzielają te same wartości. To jest tylko mój pogląd i może być kontrowersyjny ale wydaje mi się, że różni ludzie czasami mają różne priorytety etyczne. Tak więc może być faktem, że w danej chwili będą stosunkowo niewrażliwi w odniesieniu do zwierząt ale mogą być znacznie lepsi niż ja na przykład w odnoszeniu się do dzieci. Więc nie chcę osądzać ludzi bo nie zostali weganami i w związku z tym mówić, że są nieetyczni. Być może, zwłaszcza jeśli mają świadomość buddyjską, pracują nad innymi obszarami swojej etyki i wrażliwość na zwierzęta będzie czymś, co przyjdzie później.

Waga wglądu

Mówi się, że medytacja w buddyzmie ma wiele różnych efektów i częściowo ma to związek z kultywowaniem miłującej dobroci czy kultywowaniem uważności, częściowo z wejściem w spokojny i bardziej otwarty stan umysłu ale głównym powodem medytacji, z buddyjskiego punktu widzenia, jest uzyskanie wglądu, przejrzenie natury rzeczywistości, a kiedy widzimy na wskroś naturę rzeczywistości, zaczynamy wieść znacznie bardziej realistyczne życie, bierzemy świat takim, jaki jest naprawdę, również i siebie samego. Widzimy swoje ograniczenia ale dostrzegamy także nasz potencjał. Myślę więc, że wgląd jest najbardziej ekscytującą i wspaniałą rzeczą, która może się wydarzyć w wyniku medytacji.

Literatura – przykłady

Gdybym miał polecić jakieś wprowadzenie do medytacji, to myślę że zasugerowałbym coś autorstwa jednego z naszych nauczycieli, ponieważ jest on – Paramananda – tak doskonałym nauczycielem medytacji. To bardzo przystępnie napisana książka. Nosi tytuł Change your mind  [Zmień swój umysł] i jest bardzo dobrym wprowadzeniem w buddyjski styl medytacji, w dodatku w bardzo otwarty sposób.

Jeśli chodzi o buddyzm, prawa zwierząt i wegetarianizm, pokażę wam kilka okładek. Ta jest autorstwa faceta z Ameryki, Norma Phelpsa – The Great Compassion [Wielkie współodczuwanie]. Tak więc The Great Compassion dotyczy ogólnie buddyzmu i praw zwierząt. Jedną z ciekawych rzeczy w niej jest to, że koncentruje się na buddyzmie tybetańskim, a wielu Tybetańczyków nie jest nawet wegetarianami, nie mówiąc już o weganizmie. I zawiera długi wywiad z Dalajlamą, któremu lekarze powiedzieli, że musi jeść trochę mięsa, więc w końcu stwierdził: „Ok, połowicznie”, ponieważ chciał być wegetarianinem. Tak więc [mówi]: „Przez pół czasu jestem posłuszny moim lekarzom, a przez pół nie”, ale bardzo zaleca żeby ludzie przestali jeść mięso.

Ta jest autorstwa mnicha Dhammika w tradycji theravady i ma tytuł To eat or not to eat meat [Jeść mięso czy nie] i jest bardzo interesująca, jeśli chcecie przyjrzeć się wczesnym początkom wegetarianizmu w buddyzmie.

Ta, autorstwa Bodhipaksy, ma tytuł Vegetarianism [Wegetarianizm]. Jest naprawdę dostępna i bardzo przydatna. [Ma] wiele praktycznych wskazówek, w tym część poświęconą weganizmowi.

To jest stare wydanie, ale to klasyczna książka o buddyzmie i wegetarianizmie autorstwa Roshi Philipa Kapleau, amerykańskiego nauczyciela zen i wydaje mi się, że zmienili tytuł. Nie nazywa się już A Buddhist case for vegetarianism [Buddyzm jako argument na rzecz wegetarianizmu] tylko To cherish all life [Szanując wszelkie formy życia] i jest to doskonała książka.

Nie krzywdzić

Więc kiedy patrzę na buddyzm i weganizm, to myślę przede wszystkim o tym, jak ważne z buddyjskiego punktu widzenia jest praktykowanie niekrzywdzenia żywych istot. To coś, o czym Budda mówił od samego początku – musimy praktykować niekrzywdzenie żywych istot i nasze zachowanie musi opierać się na dobroci, tak jakby wszystkie istoty były naszymi przyjaciółmi. Dlatego zostałem wegetarianinem, a potem weganinem. I myślę, że ważne jest, aby nie podchodzić do tego w zbyt ograniczony sposób – czasami spotykałem wegan, którzy mieli obsesję na punkcie diety, podczas gdy pod innymi względami niekoniecznie byli tak mili i przyjaźni wobec innych żywych istot, w tym istot ludzkich. Więc myślę, że jest to praktyka, coś, co zawsze może się jeszcze bardziej rozwinąć i nigdy nie należy poprzestać na samozadowoleniu i myśleć: „Wszystko jest w porządku, przeszedłem na dietę wegańską, co oznacza że ​​teraz moje życie jest całkowicie uporządkowane. Jestem cudownym, doskonałym i kochającym człowiekiem”. Tak nie jest! Zawsze możemy zrobić coś więcej i wydaje mi się, że możemy być bardziej wrażliwi na innych ludzi, na inne żywe istoty i dostrzegać jakie są ich potrzeby; sprawdzić, czy możemy pomóc im je zaspokoić; zobaczyć, czy możemy, na różne sposoby, być dla nich życzliwsi i dobrzy.


– Źródło: Florencevs [transkrypcja z nagrania wideo, przeredagowana z uwzględnieniem struktury języka pisanego] 
– Wywiad na YouTube
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s