serce nauk buddyjskich – współodczuwanie (2/2)

 W sercu nas wszystkich znajduje się czekający na swój moment Budda. Niewielu wegan urodziło się weganami. Większość z nas dorastała, jedząc produkty pochodzenia zwierzęcego, ale zawsze tkwił w nas jakiś potencjalny weganin

Odkrywając buddyzm

Jako dziecko ateistycznego ojca, wychowanego w duchu chrześcijańskim, i agnostycznej mamy z ortodoksyjnego żydowskiego domu, w okresie dorastania tylko minimalnie wystawiona byłam na działanie tradycji judeochrześcijańskiej, lecz ani prezbiteriański kościół, do którego wziął mnie tata, ani reformowana świątynia żydowska, do której kazała mi uczęszczać mama, nie znalazły u mnie żadnego duchowego oddźwięku, zresztą u rodziców też nie, jeśli już o tym mowa. Przestaliśmy tam chodzić, zanim skończyłam dziesięć lat. Kiedy nadeszła pora pójścia do szkoły średniej, tak w zasadzie to myślałam, że duchowość i religia są dla przesądnych ludzi, a ponieważ wszystkie duchowe tradycje czy nauczyciele, z którymi kiedykolwiek miałam do czynienia, godzili się na jedzenie zwierząt, to ich twierdzenia o pobożności i współodczuwaniu brzmiały dla mnie fałszywie.

Jednak po moim katartycznym doświadczeniu na zajęciach jogi poczułam w sobie zalążek duchowego pragnienia, głód czegoś, sama nie wiedziałam jeszcze czego. Wybrałam kilka książek na temat filozofii jogi i buddyzmu. Nauki wydawały się zawierać prawdę. Oba te powiązane z sobą systemy duchowości zdawały się szanować całość życia w sposób, który miał dla mnie sens. Nauki brzmiały jakoś znajomo, jakbym czytała o prawdzie, którą zawsze czułam w sobie, ale o której nigdy wcześniej nie słyszałam ani której nie widziałam. Pomogły mi doprecyzować to, co moje serce zawsze wyczuwało, że jest prawdą. Zarówno buddyzm, jak i joga uznają wartość całego życia, opierają się na pragnieniu niewyrządzania krzywdy żadnej czującej istocie, a ponadto na życiu wypełnionym czynnym, zaangażowanym współodczuwaniem dla wszystkich istot. Oba widzą jedność i wzajemne powiązanie wszelkiego życia i uczą, że szczęście pochodzi z życia w harmonii z tymi wglądem w naturę rzeczywistości.

Weganie tradycyjni

Objawieniem było uświadomienie sobie, że weganie nie są moralnymi ekstremistami, jakimi wielu wokół chciałoby nas widzieć, lecz że w rzeczywistości jesteśmy żywą kontynuacją tradycji nieszkodzenia i współodczuwania, która sięga tysięcy lat wstecz. Im więcej dowiadywałam się o naukach jogicznych i buddyjskich, tym bardziej czułam, że natrafiłam na cały zestaw duchowych tradycji, które głęboko współbrzmiały z moim sercem, z moją wegańską filozofią i moim sposobem życia. Szczególnie przemówiła do mnie tradycja buddyjskiej Plum Village, prowadzonej przez Thich Nhat Hanh, mistrza zen i działacza pokojowego. W 2007 roku poinstruował on wszystkie z ponad pięćdziesięciu klasztorów praktykujących pod jego duchowym przywództwem by przeszły z dotychczasowego wegetarianizmu na weganizm – dla dobra czujących istot i środowiska (choć gwoli pełnej szczerości zauważę tu, że klasztory, które odwiedziłam, są wegańskie gdzieś w dziewięćdziesięciu procentach).

Damy radę! Zostań weganką. Alba Paris

W Jogasutrach Patańdźalego, powszechnie uważanych za podstawę klasycznej filozofii jogi, mamy do czynienia z ośmioczęściowym systemem, pozwalającym osiągnąć pokój, szczęście, mądrość i ostatecznie połączenie z boskością, zarówno w nas samych jak i we wszystkim innym. Pierwszy człon zawiera nakazy moralne a pierwszym z nich jest ahimsa, czyli nieszkodzenia żadnej czującej istocie. Jest to serce i kręgosłup praktyki jogi i stanowi podstawę etycznego wegetarianizmu i – zwłaszcza we współczesnym świecie – etycznego weganizmu. Podobnie, chociaż istnieją różne tradycje buddyjskie i nieco odmiennie interpretują nauki, wszyscy buddyści akceptują pewne doktryny, w tym Szlachetną Ośmioraką Ścieżkę i Pięć Wskazań. Pierwsze wskazanie opowiada się przeciwko pozbawianiu życia, ludzkiego lub nie-ludzkiego. O ile niektórzy buddyści, zwłaszcza ci postępujący zgodnie z tradycją Theravady, wierzą, że Budda pozwolił swoim mnichom jeść mięso, jeśli zostało im ono zaoferowane, a nie specjalnie dla nich zabite, to większość buddyjskich mnichów w tradycji Mahajany stosuje dietę wegańską lub przynajmniej wegetariańską. Jeśli spojrzymy na nauki Buddy jako całość, jasne jest, że zalecenie o [nie]zabieraniu życia odnosi się do tego, co (lub kogo) jemy, biorąc pod uwagę nacisk na współodczuwanie dla wszystkich czujących istot, przenikający całość myśli buddyjskiej.

Pies Asangi

Jedna z moich ulubionych historii buddyjskich opowiada o oświeceniu mnicha Asangi. Szukając przebudzenia, Asanga udał się w góry i znalazł jaskinię nadającą się do medytacji. Historia mówi, że po spędzeniu dwunastu lat na medytacji i próbach zobaczenia Buddy Asanga upadł na duchu, zrezygnował z poszukiwań i zszedł na dół, ale kiedy przybył do miasta u stóp góry, zobaczył kobietę tnącą skałę kawałkiem nici. Przy wielkiej dozie cierpliwości była w stanie poradzić sobie ze skałą używając jedynie tej cienkiej nitki. Zainspirowało to Asangę który pomyślał: „Jeśli ta kobieta daje sobie radę z twardą skałą przy pomocy małego kawałka nici, to jakżeż ja mogę  rezygnować z mojego tak ważnego dążenia do zobaczenia Buddy?”. 

Wspiął się ponownie na górę i wrócił do swojej jaskini, gdzie spędził kolejne dwanaście lat na medytacji. Ale nadal nie mógł zobaczyć Buddy. Znowu się załamał, zrezygnował z poszukiwań i zaczął schodzić w dół góry. Tym razem po drodze zobaczył duży głaz, w którym znajdowała się dziura i ujrzał maleńki strumień wody, który spływając z góry przez długi czas, kropla po kropli, zdołał wydrążyć dziurę w wielkim głazie. I znowu Asanga pomyślał: „Jak mogę się tak łatwo poddać? Ta mała kropla wody z czasem robi dziurę w tym wielkim głazie. Z czasem, zachowując cierpliwość, na pewno zobaczę Buddę”. Więc znowu wspiął się na górę i wrócił do swojej jaskini. 

Minęło kolejne dwanaście lat medytacji i nadal nie widział Buddy. Postanowił, że tym razem to już naprawdę koniec więc zszedł na dół i wrócił do miasta. Kiedy tam dotarł, zobaczył zabiedzonego, wygłodniałego i bliskiego śmierci psa leżącego na ulicy, bo tak już był słaby. Nikt nie ośmielał się go dotknąć, ponieważ wyglądał na chorego i umierającego. Asanga podszedł do psa, aby go jakoś pocieszyć i dać mu coś do picia, ale gdy się zbliżył, zobaczył, że ma dużą, ziejącą ranę w boku, wypełnioną robakami. Chciał je usunąć, aby złagodzić cierpienie psa, ale nie chciał skrzywdzić nawet robaków, ponieważ one też były czującymi istotami, więc pochylił się, delikatnie pogłaskał psa, wysuwając język aby pozwolić robakom przejść na niego i wtedy właśnie pies zniknął, a na jego miejsce pojawił się przed nim Budda Maitreja (Budda Współczujący). Asanga skoczył na równe nogi, pokłonił się i rzekł: „Buddo, mój panie, medytowałem przez tak wiele lat, żeby cię zobaczyć. Dlaczego akurat teraz się pojawiasz?”. Budda uśmiechnął się i odparł: „Byłem tam z tobą przez cały czas, ale mogłeś mnie zobaczyć dopiero wtedy, gdy otworzyłeś swoje serce w głębokim współodczuwaniu”.

Nie możemy utonąć w naszym własnym cierpieniu. Nie możemy zaoferować szczęścia, jeśli nie mamy go w sobie

I znowuż widać jak ważną rolę na naszej drodze do przebudzenia odgrywa w tradycji buddyjskiej współodczuwanie. Jeśli jest w naszych sercach i mamy z nim styczność, już samo to sprawia, że jesteśmy na drodze do oświecenia i nie będziemy mogli zrobić niczego celowo, by niepotrzebnie zaszkodzić innej żywej istocie. Kiedy nasze współodczuwanie jest żywe, ożywa także obecny w nas Budda. Dlatego w klasztorach Plum Village przed każdym posiłkiem kontemplujemy żywność, recytując modlitwę: „Podtrzymujemy żywym nasze współodczuwanie, jedząc w taki sposób, by zmniejszyć cierpienie istot żywych, przestać przyczyniać się do zmian klimatu oraz leczyć i chronić naszą cenną planetę”.

Siła cierpliwej miłości 

Buddyzm i joga przyciągnęły mnie i czułam, że ich nacisk na nieszkodzenie i współodczuwanie dla wszystkich czujących istot pozwoliły mi odnaleźć w tych tradycjach bezpieczną przestrzeń. Co więcej, nie tylko wzmocniły współodczuwanie, które już wcześniej odkryłam w sobie, pomogły mi też rozwinąć w sobie więcej zrozumienia dla ludzi oraz wskazały jak radzić sobie z cierpieniem świata w sposób który, jak sądzę, przyczynia się do tego, że jestem skuteczniejszą aktywistką, stojącą raczej po stronie światła niż ciemności. Jak mówi Budda w Dhammapadzie: „W tym świecie nienawiść nigdy nie zostanie pokonana przez nienawiść. Tylko cierpliwa miłość sprawi, że nienawiść zniknie”.

Damy radę! Zostań weganinem. Alba Paris

Wydaje mi się całkowicie naturalne, że w obliczu wykorzystywania niewinnych istot instynktownie odczuwamy gniew. Kiedy widzimy, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami i zabitymi deskami oknami, ukrywającymi kurczęta, świnie, krowy i inne zwierzęta, których używamy do jedzenia; kiedy zobaczymy co wyprawiamy ze zwierzętami pokrytymi futrem, które zabijamy dla ich skóry; ze zwierzętami, które wykorzystujemy dla rozrywki; kiedy zaglądniemy do laboratoriów, w których torturuje się małpy, myszy i inne zwierzęta; kiedy dowiemy się co dzieje się z pięknymi dzikimi zwierzętami, zarówno dużymi jak i małymi, na które poluje się dla sportu lub jedzenia – wydaje się, że całkowicie rozsądną reakcją na to wszystko jest rozwścieczenie oraz poczucie zdruzgotania i przygnębienia. Wiem, że kiedy jestem świadkiem jakiejkolwiek formy okrucieństwa lub cierpienia, zwłaszcza takich, które rutynowo uchwycone są w materiałach kręconych ukrytą kamerą, tak bardzo przytłacza mnie gniew i smutek, że często czuję, iż po prostu nie mogę znieść tego świata. W pojęciu współodczuwanie zawarte jest „cierpienie wraz z…”. Ale, jak mówi Thich Nhat Hanh, nie możemy utonąć w naszym własnym cierpieniu. Nie możemy zaoferować szczęścia, jeśli nie mamy go w sobie. Wielu aktywistów zwierzęcych wydaje się myśleć, że musimy cierpieć, ponieważ zwierzęta cierpią. I oczywiście że cierpimy wraz z nimi ale musimy także nauczyć się kultywować w sobie wystarczająco dużo pokoju i miłości, abyśmy mogli pomóc w uzdrowieniu świata.

Nadal odczuwam ból świata, ale widzę także jego piękno i rozumiem, że nie muszę być nieszczęśliwa, aby pomagać innym

Jest taka historia, którą Budda opowiedział kiedyś swoim mnichom o możliwościach, jakie kryje nasze serce. Powiedział: „Jeśli masz garść soli i wrzucisz ją do szklanki wody, czy możesz pić tę wodę?”. I mnisi odpowiedzieli: „Nie, oczywiście, że nie. Będzie zbyt słona”. „Lecz”, powiedział Budda, „jeśli weźmiesz tę garść soli i wrzucisz ją do wielkiej rzeki, to czy możesz wypić tę wodę?”. I mnisi odparli: „Tak, oczywiście, ponieważ rzeka jest wielka i płynąca i może rozpuścić tę odrobinę soli”. Tak więc Budda mówi, że musimy mieć serca jak wielka rzeka i pielęgnować w sobie tyle współczucia, radości i spokoju, żeby móc rozpuścić sole strachu i ułudy (niewiedzy) i w ten sposób stać się źródłem wyzwolenia i szczęścia dla innych.

Dwie skrajności

Około dwa miesiące po przebudzeniu Budda wygłosił swą pierwszą mowę do pięciu mnichów, którzy tworzyli jego pierwotną leśną sanghę, czyli duchową wspólnotę. W tym pierwszym dyskursie ustalił kilka najważniejszych i przełomowych nauk związanych odtąd z buddyzmem. Podkreślił znaczenie unikania dwóch skrajności. Z jednej strony, nauczał, możemy być uwikłani w światowe przyjemności i dążenia, napędzane osobistym pragnieniem, dekadencją i niekończącym się poszukiwaniem przyjemności, które opierają się na nieznajomości prawdziwej natury rzeczywistości, a które ostatecznie i nieuchronnie prowadzą do nieszczęścia. Z drugiej strony, możemy też wpaść w pułapkę drugiej skrajności odmawiania sobie wszystkiego, umartwienia i poświęcenia do tego stopnia, że ​​nie w nas radości ani szczęścia i też będziemy skazani na cierpienie i sprawimy, że inni wokół nas też będą cierpieć. Budda nauczał, że istnieje pośrednia ścieżka, która jest lepsza od tych skrajności i która może nas uwolnić od osobistego cierpienia i pomóc nam również wyprowadzić z cierpienia innych.

Patrząc wstecz na moje przedwegańskie lata widzę, że cechowała je w dużym stopniu ta pierwsza skrajność: poszukiwania przyjemności i osobistego szczęścia oraz ignorowania skutków, jakie moje działania wywierały na inne istoty. Pomimo poszukiwań osobistego szczęścia nigdy tak naprawdę nie osiągnęłam go w żaden trwały ani znaczący sposób. Widzę teraz, że w ciągu pierwszych kilku lat mojego życia wegańskiego ocierałam się o drugą skrajność, samobiczując się oglądaniem tych wszystkich filmów i myśląc cały czas o cierpieniu zwierząt, tak jakbym musiała nieustannie cierpieć, by im pomóc.

Droga środka

W miarę jak zaczęłam pogłębiać moje praktyki związane z jogą i medytacją, zaczęłam odnajdywać ścieżkę środka. Nadal wprowadzam poprawki, ale nauczyłam się, że mogę zrobić znacznie więcej dla zwierząt, znajdując równowagę i szczęście w moim własnym życiu. Kiedy uświadomimy sobie jakie skutki nasze działania mają dla innych, nie będziemy już czerpać szczęścia z działań, które im szkodzą. Nasze szczęście nie będzie już samolubne ani szkodliwe. Odnajdziemy go raczej w uprzejmości, w otwieraniu naszych serc, w tworzeniu znaczących, wypełnionych miłością więzi z drugimi i ze światem przyrody, oraz w docenianiu i wspieraniu piękna i radości na świecie. Nadal odczuwam ból świata, ale widzę także jego piękno i rozumiem, że nie muszę być nieszczęśliwa, aby pomagać innym.

Kiedy pożera nas energia gniewu lub gdy tkwimy w osądzającym myśleniu, zniechęcamy ludzi do siebie. Tracimy też własny spokój. Kiedy siedzę w ciszy i oddycham [w medytacji] sercem, czy to na poduszce do medytacji, czy na moim ganku z kotem na kolanach, czy nawet gdy przechodzę przez dział mięsny w sklepie spożywczym, to, co znajduję, to miłość, głęboką miłość niezależną od okoliczności. To jest energia, która leczy od wewnątrz i która uleczy nasz świat.  Przyciąga ludzi do naszego stylu życia, a nie oddala ich od nas.

Budda w każdym z nas 

Naszym zadaniem jako aktywistów jest pomóc obudzić współodczuwanie, które istnieje w sercach innych. Zauważyłam, że czuję się bardziej komfortowo, głosząc naszą sprawę z miejsca współodczuwania a nie osądzania lub gniewu, w dużej mierze dlatego, że ludzie reagują na mnie o wiele lepiej, gdy jestem miła, przyjazna i wyrozumiała. Wierzę, że jesteśmy bardziej skutecznymi rzecznikami, gdy jesteśmy osadzeni we współodczuwaniu, które jest w sercu każdego weganina, każdego Buddy i nas wszystkich, a nie w gniewie i rozpaczy, które wynikają z niezdolności do złagodzenia cierpienia.

Kiedy angażujemy się w debaty z innymi z miejsca złości lub osądu, natychmiast spychamy naszego rozmówcę na pozycje obronne. Oba nasze ego biorą górę, na wzór plandeki pokrywającej ziemię, uniemożliwiającej deszczowi podlewanie gleby. Wierzę, że w sercu nas wszystkich znajduje się czekający na swój moment Budda. Niewielu wegan urodziło się weganami. Większość z nas dorastała, jedząc produkty pochodzenia zwierzęcego, ale zawsze tkwił w nas jakiś potencjalny weganin. Im bardziej możemy dostrzec te możliwości u innych, tym łatwiej możemy pomóc podlewać tkwiące w nich nasiona współodczuwania, jak wielki bodhisattwa Sadaparibhuta, który mówi do wszystkich, których spotyka: „Jesteś kimś o wielkiej wartości, masz naturę Buddy; widzę w tobie ten potencjał”. Kiedy widzimy pozytywny potencjał w innych, dajemy im inspirację, wsparcie i wiarę, aby być najlepszą wersją samych siebie.

Wegańskie serce leczy świat

Droga Buddy do pełnego przebudzenia rozpoczęła się, gdy zobaczył trudny los zwierząt innych niż ludzie. Kiedy wczuł się w nie, jego serce w sposób naturalny otworzyło się na nie. Życie na sposób wegański opiera się na tym zrozumieniu znaczenia zapobiegliwej troski o zwierzęta i może nas wprowadzić na ścieżkę ku przebudzeniu. Wierzę, że wszyscy mamy wegańskie serce i że mamy serce Buddy i zdolność do przebudzenia się i jasnego postrzegania. Widząc jasno, możemy rozpoznać nasze połączenie ze wszystkimi innymi i całą naturą.  Ścieżka Buddy to otwarcie się i bycie obecnym dla tych, którzy cierpią, zamiast odwracania się do nich plecami. Przede wszystkim to kultywowanie w nas nasienia współodczuwania, dopóki nie zanikną jego granice i bariery. To jest energia, która może uleczyć świat. Jak nauczał Budda:

Jak matka chroni swoje jedyne dziecko
ryzykując własnym życiem,
tak staraj się okazywać bezbrzeżne serce wszystkim istotom.
Niech twoje myśli o bezgranicznej miłości
płyną przez cały świat:
w górę, w dół i dookoła,
bez przeszkód, bez nienawiści, bez wrogości.
Czy pozostajesz w jednym 
czy jesteś w podróży, siedzisz czy leżysz,
póki jesteś obudzony rozwijaj tę uważność.
Taki, mówią, jest najszlachetniejszy sposób życia.

– fragm. Sutry Miłującej Dobroci (Metta Sutta) [tłum. Karolina Zamojska, w oparciu o wersję Saddhatissy]

Tracey Glover, w: Buddhism and Veganism: Essays Connecting Spiritual Awakening a Animal Liberation, Will Tuttle ed., 2019

Część druga (2/2)

Część pierwsza (1/2)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s