serce nauk buddyjskich – współodczuwanie (1/2)

Każdy weganin ma serce budzącego się Buddy i niezależnie od tego, gdzie jesteśmy na drodze do przebudzonego życia, praktyka buddyjska może pomóc nam kultywować współodczuwanie i mądrość, aby przynieść jak największą korzyść wszystkim czującym istotom, ciesząc się jednocześnie cudem życia

Budda i święto orki

Być Buddą oznacza być przebudzonym. Dostrzeżenie prawdy o niezliczonych sposobach, w jakie wykorzystujemy i krzywdzimy zwierzęta inne niż ludzie [nie-ludzkie zwierzęta; z ang. non-human animals] i rozpoznanie naszego związku z nimi, jest dla niektórych z nas pierwszym prawdziwym momentem przebudzenia. Tak też było w przypadku Buddy. Mówi się, że pierwszy moment jego przebudzenia miał miejsce zanim jeszcze stał się znany jako Budda, gdy wciąż był młodym indyjskim księciem Siddharthą. Miał około siedem lat, kiedy rodzina zabrała go na święto orki, które król – jego ojciec – zorganizował by uczcić rolnictwo i ludzi, którzy karmili królestwo. Podczas święta młody książę patrzył, jak mężczyźni pędzą woły, które orały ziemię.

Podczas gdy ludzie świętowali i byli szczęśliwi, książę widział, jak ciężko pracują zwierzęta i jak bardzo cierpią. Widział także jak wszystkie inne małe zwierzęta – myszy, świerszcze, robaki i owady – były przepędzane z miejsc, które zamieszkiwały, a niektóre nawet zostały pocięte przez ostrza pługów. W tym momencie poczuł ich cierpienie jakby było jego własnym i w swym sercu odkrył wielkie współczucie i współodczuwanie dla nich wszystkich. Mówi się, że był to jeden z najważniejszych momentów w życiu Buddy i że spędził on resztę życia próbując znaleźć, a następnie uczyć o ścieżce, która może doprowadzić do zakończenia cierpienia. Jest dla mnie jasne, że każdy weganin ma serce budzącego się Buddy i że niezależnie od tego, gdzie jesteśmy na drodze do przebudzonego życia, praktyka buddyjska może pomóc nam kultywować współodczuwanie i mądrość, aby przynieść jak największą korzyść wszystkim czującym istotom, ciesząc się jednocześnie cudem życia.

Dzieciństwo wśród zwierząt

Jako dziecko dorastałam w domu, który był jak menażeria i zawsze uważałam się za miłośniczkę zwierząt. Mieliśmy wiele hołubionych psów i kotów, a także węże, myszy, ryby, króliki, chomiki i przez jakiś czas skunksa (oczywiście straszny pomysł). Jedliśmy też zwierzęta, nie widząc żadnej moralnej niespójności. Kiedy miałam około piętnastu lat, pod koniec lat 80., otrzymałam materiały informacyjne od PETA, a wkrótce potem przeczytałam „Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera. Dzięki PETA i Singerowi dowiedziałam się po raz pierwszy, co muszą znosić zwierzęta w naszym nowoczesnym systemie hodowli i podobnie jak Budda oraz jak wszyscy etyczni weganie poczułam ich cierpienie tak, jakby było moim własnym. Postanowiłam zostać weganką.

Alba Paris, Jedyna różnica to twoje postrzeganie
Alba Paris, Jedyna różnica to postrzeganie

Pierwsze podejście do weganizmu czyli naiwność nie zna granic

Niestety, można powiedzieć że moja pierwsza próba przejścia na weganizm okazała się porażką. Życie na diecie nastolatków z czipsami, frytkami, Oreos, fast foodami i innymi gotowymi daniami, sprawiło że poczułam się niezdrowo, a kiedy wszyscy w świecie, który mnie wówczas otaczał, w tym rodzice, lekarze i przyjaciele, gdy wszyscy mówili mi, że mój ogólny brak doskonałego zdrowia był spowodowany ścisłą dietą wegańską, uwierzyłam im. Na powrót włączyłam jaja i nabiał do diety, ale tak czy owak przez kilka lat jadłam wegetariańsko, dopóki w mojej naiwności i niewiedzy nie udało mi się przekonać samej siebie, że rząd musiał już był rozwiązać wszystkie problemy, na które wskazywały materiały PETA i książka Singera.

Nie mogłam sobie wyobrazić, że kradniemy krowim matkom ich niemowlęta, a następnie zabijamy większość tych kruchych, przerażonych istot po to, aby ludzie mogli pić mleko, które natura wyraźnie przeznaczyła dla tych dzieci

Pamiętam wyraźnie jak silna była moja wiara, że ​​rząd Stanów Zjednoczonych był dobroczynnym i paternalistycznym podmiotem, którego celem było wyeliminowanie nieprawości i zapewnienie sprawiedliwości, przyzwoitości i dobrobytu wszystkim członkom naszego społeczeństwa, w tym zwierzętom innym niż ludzie. I choć byłoby to po prostu śmieszne, gdyby nie było tak tragiczne, w moim ufnym siedemnastoletnim umyśle rozumowałam, że jeśli ja wiedziałam o okropnym wykorzystywaniu zwierząt w całym naszym systemie żywnościowym, to rząd z pewnością też o tym musiał wiedzieć. A jeśli wiedział, to jedynym logicznym rezultatem było rozwiązanie tych problemów, ponieważ rząd miał taką możliwość, a moralna dwuznaczność co do tego co jest dobre a co złe była absolutnie wykluczona.

Z szeregu powodów, które, mam nadzieję, pomogą mi lepiej zrozumieć przeszkody stojące przed przyszłymi weganami, następne piętnaście lat spędziłam między powrotami do jedzenia zwierząt a byciem wegetarianką, cały czas zmagając się ze sobą i światem nie-wegańskim. Myślę, że tym co uniemożliwiało mi pełne przyjęcie weganizmu było moje zasadnicze przekonanie o tym, że świat jest dobry.  Nie mogłam pogodzić się z tym, że cierpienie na taką skalę, w szczególności w hodowli zwierząt, było w ogóle możliwe. Z czasem dowiedziałam się więcej o ciemnej stronie ludzkości z mediów, książek i filmów oraz doświadczając tego w życiu osobistym. Przeczytałam o Holokauście i oglądałam relacje z ludobójstw w Rwandzie i Serbii w czasie rzeczywistym ale wciąż nie mogłam porzucić nierealistycznie optymistycznego przekonania, że nasza kultura ewoluuje w stronę dobra i że takie okrucieństwa nie są już tutaj możliwe. Najwyraźniej, myślałam, gdzie indziej ludzie nadal robili straszne rzeczy, tak jak i my w naszej historii również popełniliśmy niegodziwe zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym masakry rdzennych Indian i zniewolenie Afrykańczyków ale z pewnością wynieśliśmy z tego naukę i nie byliśmy już w stanie dokonywać takich aktów przemocy lub ucisku w skali całego społeczeństwa.

Wierzyłam że choć zawsze będą istniały indywidualne przypadki moralnych odstępstw, to my jako społeczeństwo nie będziemy tolerować masowych systematycznych tortur miliardów czujących istot. To co twierdzili weganie na pewno opierało się na dezinformacji. Nie mogłam sobie wyobrazić, że kradniemy krowim matkom ich niemowlęta, a następnie zabijamy większość tych kruchych, przerażonych istot po to, aby ludzie mogli pić mleko, które natura wyraźnie przeznaczyła dla tych dzieci. Byłam pewna że określenie „humanitarny” na etykietach produktów mlecznych [Certified Humane Raised & Handled – certyfikat umieszczany w USA na niektórych produktach pochodzenia zwierzęcego, mający uspokoić sumienie konsumenta i zapewnić go, że „produkt” został „wyhodowany i potraktowany w sposób humanitarny”] musi odzwierciedlać humanitarne traktowanie w normalnym rozumieniu tego słowa, ponieważ rząd tego dopilnuje.

Drugie podejście i przełom

Moje drugie wegańskie przebudzenie w końcu nadeszło pewnego zimowego dnia 2005 roku. U mojej suczki Penelopy, którą przygarnęłam z miejscowego schroniska Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, zdiagnozowano duży guz nowotworowy za lewym okiem. Aby uratować jej życie zdecydowałam się poddać ją naświetlaniu. Po około trzech tygodniach zabiegów miała oparzenie trzeciego stopnia spowodowane promieniowaniem, pokrywające lewą stronę pyszczka. Była na lekach przeciwbólowych ale nadal wyraźnie cierpiała, a kołnierz elżbietański, który musiała nosić, by nie rozdrapać otwartej rany, tylko nasilał jej dyskomfort. Czułam się jak okropny opiekun/rodzic i żałowałam, że postanowiłam poddać ją tej agonii.

W tym trudnym okresie zaangażowałam się bardziej w działania lokalnej grupy antyfutrzarskiej i przy tej okazji oglądnęłam nakręcony ukrytą kamerą film o chińskim przemyśle futrzarskim. Wideo zawierało drastyczne, druzgocące ujęcia szopów obdzieranych żywcem ze skóry, z jedną słodką istotą, której nigdy nie zapomnę, mrugającą powiekami i patrzącą wprost w kamerę, gdy tak leżała, oskórowana i rzucona na stos martwych zwierząt. 

Pamiętam, że po obejrzeniu tego wideo płakalam godzinami, łkając i krzycząc do poduszki. Zwinęłam się w mały kłębek i zakryłam głowę, próbując odciąć się od świata, pełna smutku, na tyle potężnego by spowodować implozję Ziemi, ale także wypełniona wielką miłością do tego jednego szopa, mojej kochanej Penelopy i do wszystkich cierpiących zwierząt świata. W tamtej chwili prawda o wszystkim, co czytałam i czemu zaprzeczałam przez ostatnie piętnaście lat uderzyła mnie z całą siłą i przedarła się przez bańkę negacji, w której się ukrywałam. Wiedziałam, że naprawdę kradliśmy i zabijaliśmy te wszystkie dzieci, humanitarne etykiety były kłamstwami i wszystkie pozostałe okropności związane z hodowlą zwierząt były prawdziwe. Cierpienie było rzeczywiste i nie mogłam nigdy więcej dobrowolnie ani świadomie przyczynić się do cierpienia innego zwierzęcia. I tak po raz drugi i ostatni zostałam weganką, tym razem na całe życie.

Koniec walki i początek walki

Z chwilą podjęcia tej decyzji poczułam się uwolniona od ciężkiej pracy zaprzeczania i od wszystkich tych zmagań z rzeczywistością i z własnym sercem, gdy przez te wszystkie lata walczyłam aby pogodzić moją miłość do zwierząt z moim wyborem by je jeść i ubierać się w nie. Czułam, że w końcu zaczynam patrzeć sercem i wybieram życie w zgodzie z moją prawdziwą naturą.

Nie musiałam już walczyć z sobą ale wtedy też zaczęła się moja walka ze społeczeństwem. Uświadomiłam sobie, że cała nasza kultura zbudowana jest na idei ludzkiej wyższości i opiera się na masowym wyzysku, ucisku, wykorzystywaniu i zabijaniu miliardów czujących istot. Myślę, że prawie wszyscy weganie, których znam, żyli przynajmniej przez jakiś czas (a wielu niestety nigdy nie udało się z tego wyjść) w głębokiej depresji i wściekłości spowodowanej postrzeganiem świata z tej nowej perspektywy, będąc świadomymi okrucieństwa i cierpienia powodowanego przez ludzi. Wielu z nas w tej sytuacji potrafi tylko krzyczeć i wrzeszczeć i próbować zmusić naszych przyjaciół, rodziny i wszystkich, których spotykamy do zobaczenia tego, co my widzimy, tak by przestali powodować i przyczyniać się do tego strasznego cierpienia. Jednak czyniąc tak, jesteśmy jak ta osoba, która krzyczy do kogoś mówiącego w obcym języku, błędnie uważając, że im głośniej będzie wrzeszczeć, tym lepiej będzie rozumiana.

Przez pierwsze kilka lat bycia weganką wypełniał mnie, graniczący z nienawiścią, gniew na ludzkość. Byłam przygnębiona i sfrustrowana własną niezdolnością do niesienia pomocy potrzebującym. W dużym stopniu zżerała mnie uraza i przygniatający smutek i nigdy nie wiedziałam, co powiedzieć ludziom, aby pomóc im zrozumieć, że powinni zmienić nawyki i przestać wyrządzać szkodę zwierzętom. Brałam udział w protestach, w których gniewni i często zastraszający aktywiści wrzeszczeli na przechodniów przez megafony. Oglądałam drastyczne filmy ponieważ – choć było to bardzo bolesne – wiedziałam, że ból który musiały znosić zwierzęta jest o wiele większy. Jak mogłam odwrócić wzrok kiedy tak bardzo cierpiały? Spędziłam wiele nocy leżąc z otwartymi oczami a obrazy krwawych rzeźni oraz smutnych, przestraszonych i rannych zwierząt przewijały się przez mój umysł.

Po kilku latach weganizmu pojechałam spędzić ze znajomą weekend na plaży. Kiedy zaproponowała mi bym poszła z nią na zajęcia jogi zgodziłam się, nie zdając sobie sprawy z tego, co mnie czekało. W przeszłości brałam udział w wielu takich zajęciach na siłowni, ale wszystkie skupiały się wyłącznie na praktyce fizycznej. Te były inne. Przez całe zajęcia instruktor wiódł nas w głąb nas samych, nalegając byśmy szukali tam i odnaleźli siłę fizyczną. Mówił o etyce i mocno nas naciskał a ja czułam, jak moje ego pęka, podczas gdy moje kolana dygotały i drżały mięśnie. Pod koniec zajęć przeprowadził z nami medytację, która miała nam pomóc połączyć się z nieskończonym pokojem, miłością i światłem, które – jak obiecał – mieliśmy wszyscy w sobie. Ale kiedy zamknęliśmy oczy, zatkaliśmy uszy i zaczęliśmy brzęczeć jak pszczoły (forma medytacji lub pranajamy zwanej bhramari), nie połączyłam się z pokojem, miłością lub światłem ale z ciemnością i demonami, ze strachem i bólem i skończyło się na tym, że wyszłam z zajęć we łzach i kolejne dwa dni spędziłam szlochając. Uświadomiłam sobie wtedy, jak bardzo potrzebowałam tej lekcji jogi, jak wiele cierpienia nosiłam w sobie i ile gojenia ran mnie jeszcze czekało.

Tracey Glover, w: Buddhism and Veganism: Essays Connecting Spiritual Awakening a Animal Liberation, Will Tuttle ed., 2019

Koniec części pierwszej (1/2)

Część druga (2/2)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s