buddyzm: filozofia czy religia?

Wyraźny rozdział religii i filozofii, przy którym dziś obstajemy, nie istniał w zachodniej cywilizacji mniej więcej aż do XVIII wieku i nigdy nie było takiego podziału w cywilizacji wschodniej

Buddyzm – w każdym razie buddyzm po części – jest praktyką kontemplacji i dociekań, które nie zależą od wiary w Boga czy duszę, ani w nic ponadnaturalnego. Dlatego według tej teorii nie może być religią.

Sam Harris wyraził ten pogląd na temat buddyzmu w swoim eseju „Killing the Buddha” [Zabij Buddę] (Shambhala Sun, marzec 2006). Harris podziwia buddyzm, nazywając go „najbogatszym źródłem mądrości kontemplacyjnej, jaki wytworzyły cywilizacje”. Ale uważa, że ​​byłoby jeszcze lepiej, gdyby można go było pozbyć się buddystów.

„Mądrość Buddy jest obecnie uwięziona w religii buddyzmu” – lamentuje Harris. „Co gorsza, ciągła identyfikacja buddystów z buddyzmem udziela milczącego poparcia dla różnic religijnych w naszym świecie […] Biorąc pod uwagę stopień, w jakim religia wciąż inspiruje konflikty między ludźmi i utrudnia dociekania z prawdziwego zdarzenia, uważam, że samo określanie się jako ‚buddysta’ oznacza współudział, w stopniu niedopuszczalnym, w światowej przemocy i ignorancji”.

Zwrot „Zabij Buddę” pochodzi z powiedzenia zen: „Jeśli spotkasz Buddę na drodze, zabij go”. Harris interpretuje to jako ostrzeżenie przed przekształceniem Buddy w „religijny fetysz”, przez co ucieka mu cały sens jego nauk.

Ale to interpretacja Harrisa. W zen „zabicie Buddy” oznacza wygaszenie idei i konceptów na temat Buddy w celu urzeczywistnienia Prawdziwego Buddy. Harris nie zabija Buddy, zamienia jedynie religijne wyobrażenie Buddy na niereligijne, bardziej mu pasujące.

Koncepcja „religia kontra filozofia” jest pod wieloma względami sztucznym tworem. Wyraźny rozdział religii i filozofii, przy którym dziś obstajemy, nie istniał w zachodniej cywilizacji mniej więcej aż do XVIII wieku i nigdy nie było takiego podziału w cywilizacji wschodniej. Obstawanie przy tym, by buddyzm był jednym a nie drugim, jest próbą upchania na siłę dawnego produktu w nowoczesne opakowanie.

W buddyzmie tego rodzaju koncepcyjne opakowanie jest uważane za przeszkodę dla oświecenia. Nie zdając sobie z tego sprawy, wykorzystujemy prefabrykowane wyobrażenia o nas samych i otaczającym nas świecie, aby organizować i interpretować to, czego się uczymy i doświadczamy. Jedną z funkcji praktyki buddyjskiej jest zmiecenie wszystkich tych sztucznych szafek w naszych głowach, abyśmy mogli zobaczyć świat takim, jaki jest.

I tak samo, spieranie się o to, czy buddyzm jest filozofią, czy religią, nie jest debatowaniem o buddyzmie. To rozprawianie o naszych uprzedzeniach dotyczących filozofii i religii. Buddyzm jest tym, czym jest.

Dogmat a mistycyzm

Argument na rzecz buddyzmu-jako-filozofii opiera się w dużej mierze na fakcie, że jest on mniej dogmatyczny niż większość innych religii. Argument ten jednak ignoruje mistycyzm.

Mistycyzm trudno zdefiniować, ale mówiąc bardzo ogólnie jest to bezpośrednie i bardzo osobiste doświadczenie ostatecznej rzeczywistości czy też Absolutu albo Boga. Stanfordzka encyklopedia  filozofii podaje ma bardziej szczegółowe wyjaśnienie tego pojęcia.

Buddyzm jest głęboko mistyczny, a mistycyzm przynależy bardziej do religii niż filozofii. Poprzez medytację Siddhartha Gautama dogłębnie doświadczył Takości, wychodzącej poza rozróżnienia takie jak podmiot i przedmiot, „ja” i „oni”, życie i śmierć. Doświadczenie przebudzenia jest warunkiem sine qua non buddyzmu.

Transcendencja

Czym jest religia? Ci, którzy twierdzą, że buddyzm nie jest religią, mają tendencję do definiowania religii jako systemu wierzeń, co jest pojęciem zachodnim. Historyk religii, Karen Armstrong, definiuje religię jako poszukiwanie transcendencji, wyjście poza siebie.

Mówi się, że jedynym sposobem zrozumienia buddyzmu jest praktykowanie go. Poprzez praktykę dostrzegamy jego przemieniającą moc. Buddyzm, który pozostaje w sferze koncepcji i idei, nie jest buddyzmem. Szaty, rytuały i inne oznaki religijne nie są deformacją buddyzmu, jak niektórzy sobie wyobrażają, ale jego wyrazem.

W pewnej opowieści zen profesor odwiedza japońskiego mistrza by porozmawiać o zen. Mistrz podaje herbatę. Kiedy filiżanka gościa jest już pełna, mistrz nadal nalewa. Herbata przelewa kubek i rozlewa się po stole. „Filiżanka jest pełna”, woła profesor, „więcej się nie zmieści!”.

„Jesteś jak ta filiżanka”, mówi mistrz, „pełen własnych przekonań i domniemywań”. „Jak mogę pokazać ci zen, jeśli najpierw nie opróżnisz swojej filiżanki?”.

Jeśli chcesz zrozumieć buddyzm, opróżnij swoją filiżankę.

Barbara O'Brien
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s