Czy Paja myśli?Są ludzie, dla których praktyka Zen jest czymś nowym, mają różne dziwne poglądy na temat stanu niemyślenia. Niektórzy uważają to za coś w rodzaju odjechanej psychodelii. Słyszałem nawet termin świadomość „mushiryo” („nie-myślenie”), jakby to był jakiś fajowy i tajemniczy odmienny stan świadomości. Niektórych ludzi idea ta wręcz przeraża.

Ale to nie tak, ludziska. W rzeczywistości naprawdę miło jest przestać myśleć. I nie jest to tak trudne, jak niektórzy chcą, aby się wydawało.

Po prostu jakby myślisz o niemyśleniu.

To tak: jeśli zaczniesz naprawdę zwracać uwagę na swój własny proces myślenia – mówię tutaj o samym procesie, a nie tylko zawartości poszczególnych myśli, które go tworzą – zauważysz, że myśli nie tylko wciąż się pojawiają. Pomiędzy nimi są małe przestrzenie. Większość z nas zwykle stara się wypełnić te przestrzenie jeszcze większą ilością myśli tak szybko, jak to tylko możliwe. Ale nawet najlepsi z nas nie mogą wypełnić wszystkich, więc zawsze są małe luki. Widzisz, można powiedzieć, że istnieją dwa podstawowe rodzaje myśli. Są myśli, które pojawiają się w naszych mózgach niezapowiedziane i nieproszone, bez widocznego dla nas powodu. Są to po prostu wyniki poprzednich myśli i doświadczeń, które pozostawiły swoje ślady w neuronowych ścieżkach naszych mózgów. Nie możesz zrobić wiele, aby je zatrzymać, ani też nie powinnaś tego próbować. Innym rodzajem myśli jest chwila, w której chwytamy jeden z tych strumieni energii i zaczynamy bawić się nim w sposób, w jaki twoja mama zawsze mówiła, żebyś nie robił tego ze swoim siusiakiem przy sąsiadach. Zanurzamy się głęboko w te myśli i tarzamy w nich jak świnia we własnej kupie, czując cały ten pyszny chłód i wdychając głęboko ich przyjemny smród.

Aby ćwiczyć „myślenie bez myślenia” wystarczy, że zignorujesz pierwszy rodzaj myśli i nauczysz się, jak nie pobudzać drugiego. Oczywiście łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Ale wyrób w sobie ten nawyk, a zacznie przychodzić to naturalnie.

Kiedy zaczniesz to robić, zaczniesz zauważać, że twoje myśli nigdy nie pojawiają się wszystkie na raz, w pełni zwerbalizowane. Zaczynają się jako coś mglistego, a ty przekształcasz je w rzeczy, które możesz opowiedzieć znajomym lub zapisać w książce czy gdzie tam. Jeśli nie rozumiesz co mam na myśli, po prostu odłóż ten tekst na chwilę, wyjmij ołówek i papier i spróbuj zapisać, o czym teraz myślisz.

Spróbowałaś? Nawet gdybyś tylko pomyślała: „Facet, który to napisał, nie ma pojęcia o czym do cholery mówi”, to całkiem interesujące jest obserwować, jak trudno po prostu zmienić swoje mgliste myśli w coś konkretnego, jak to zdanie.

Teraz spróbuj spojrzeć na naturalne przestrzenie między myślami. Poczuj jak to jest po prostu przestać generować coraz więcej materiału, którym twój mózg będzie mógł się karmić. Teraz zobacz, czy możesz to robić przez coraz dłuższe okresy czasu. Już kilka sekund będzie OK. Voilà! Myślenie niemyślące!

Jedną z rzeczy związanych z myśleniem, o której niewielu z nas tak naprawdę, ups, myśli, jest fakt, że myślenie w rzeczywistości wymaga pewnego wysiłku. Często słyszymy słowo „przeżuwać” używane w odniesieniu do zajmowania się tym, chodzi nam po głowie. Słowo „przeżuwać” odnosi się dosłownie do tego, co robią krowy, kiedy to wymiotują na wpół przetrawione pożywienie i żują je jeszcze trochę zanim znów je połkną. To rodzaj trafnej analogii tego, co robimy w naszych głowach. Tyle że w przypadku krów ta aktywność pełni pożyteczną funkcję w trawieniu. W człowieku jej użyteczność jest trochę bardziej wątpliwa. Sztuczka z niemyśleniem nie polega na tym żeby dodawać energię do układu, próbując na siłę powstrzymać myślenie od tego aby miało miejsce. To bardziej kwestia odjęcia energii od układu, aby nie wymiotować myślami i nie zaczynać przeżuwać ich od nowa. Łatwiej to powiedzieć niż zrobić, oczywiście, jak w przypadku większości rzeczy wartych zrobienia. Ale popracuj nad tym przez jakiś czas a w końcu to opanujesz.

A jeśli okaże się, że w niektóre dni ci nie wychodzi, nie ma sprawy. Każdy ma takie dni. Każdy. Ja, ty, Dogen, Dalajlama, my wszyscy. Wysiłek jest ważniejszy niż tak zwany sukces, ponieważ wysiłek jest czymś rzeczywistym. To, co nazywamy „sukcesem” jest jedynie przejawem zdolności naszego umysłu do etykietowania rzeczy. Tu odnosimy „sukces” a tam doznajemy „porażki”. Kto tak sądzi? Ty tak twierdzisz! I tyle. Rzeczywistość jest taka jaka jest, poza wszelkimi konceptami sukcesu czy porażki.

♦ W: Sit Down and Shut Up © 2007 Brad Warner.

Reklamy