Tagi

, , ,

Na czym polega życie konstruktywne? Co nam je utrudnia?

IMG_20160507_094122037-03Życie konstruktywne musi brać pod uwagę reedukację. Często w wyniku tego, co doświadczyliśmy pozwalamy, by rządziły nami postawy destrukcyjne, powodujące więcej szkody niż problem sam w sobie. Wszyscy w dzieciństwie mieliśmy nasze potrzeby, przeżywaliśmy frustracje, pojawiały się mechanizmy obronne. Z tego potrójnego bloku zwykły wyłaniać się zachowania ego. Lecz systemy obrony uruchomione w danej sytuacji nie zawsze były najodpowiedniejsze. Niektóre z nich okazały się szczególnie szkodliwe: zaciętość, sztywność, wyizolowanie, bezustanne powracanie myślami do poszczególnych wydarzeń, agresywność, zarzuty pod własnym adresem, porównywanie, obwinianie się, dramatyzowanie, ucieczka przed samym sobą, usprawiedliwianie się. W takim przypadku szczególnie ciężko przychodzi nam – zwłaszcza gdy pojawia się poczucie dyskomfortu – działać konstruktywnie, przyjmując postawę dostosowaną do sytuacji. I chodzi tu o kwestię zasadniczą, biorąc pod uwagę, że najważniejsze nie jest to, co nam się przytrafia, lecz co z tym robimy – to właśnie nazywam postawą.

Dlaczego medytacja jest drogą? Jak pomaga nam żyć tym, czym jesteśmy?

Medytacja jest drogą, gdyż prowadzi nas do naszej najgłębszej prawdy. Jeśli, jak wielokrotnie powtarzaliśmy, wszystko rodzi się ze zrozumienia, to będziemy mogli żyć nią jedynie wtedy, gdy zrozumiemy i doświadczymy tego, czym w istocie jesteśmy. Jednak by to zrozumieć, musimy uspokoić umysł i wyjść poza jego ramy – to właśnie jest medytacja. Medytacja to coś, co jest w zasięgu każdego z nas. Wymagana jest jedynie wytrwała praktyka, która stopniowo uczyni nas biegłymi w sztuce nabierania dystansu do własnego umysłu i sprawi, że zaczniemy przebywać w teaźniejszości i poznamy jak smakuje to jedyne miejsce Życia i Pełni, gdyż poza nim istnieje jedynie ignorancja i cierpienie.

Jesteśmy jak pogrążeni we śnie, którzy postrzegają sny jako rzeczywistość

Nasze zadanie i cel życiowy to żyć tym, czym jesteśmy. Gdyby nie nasza neurotyczna nadętość (która często kryje się pod przebraniem, chcąc skompensować i usprawiedliwić swe potrzeby), bylibyśmy w stanie dostrzec tę elementarną prawdę.

Co powstrzymuje nas przed dostrzeżeniem tego, a zwłaszcza przed przeżyciem tego (czym jesteśmy)?

Jedna rzecz: nasze małe ignoranckie i wiecznie niezadowolone „ja”. Innymi słowy neurotyczna nadętość, maska, wyidealizowany obraz. Egocentryzm, żeby użyć buddyjskiego terminu.

Dlaczego „ignoranckie”?

Ponieważ poziom naszej codziennej świadomości (w której porusza się „ja”) sprawia, że tkwimy w ignorancji, uśpieniu, a zatem w pomieszaniu. „Ja” można porównać do onirycznego podmiotu, uznającego swój sen za rzeczywistość. Takie pomieszanie pozorów z prawdą jest źródłem wszystkich naszych nieszczęść (co określane jest w buddyzmie jako „lgnięcie do ‘ja’”, ignorancja polegająca na uważaniu tego, co postrzegamy za rzeczywiste). Zatem by żyć pełnią tego, czym jesteśmy potrzebujemy przede wszystkim przebudzić się, odkryć naszą prawdziwą tożsamość.

Maska

Ale nasze małe „ja” to także ja „nienasycone”. Czego mu brakuje? W pierwszym rzędzie pustka psychologiczna i uczuciowa doprowadziły go do wytworzenia kompensacyjnych mechanizmów obrony i działania w sposób niezrównoważony. I tak poświęcamy się ochronie i dbaniu o nienasycony ideał, goniąc za nieuchwytną zjawą tego, czym chcielibyśmy być. W wyniku tego myślimy i działamy będąc w szponach naszych potrzeb i strachów, trwogi i perfekcjonizmu, współzawodnictwa i napięć, ambicji i pychy… Mówiąc krócej – pod naciskiem „ja” niezdolnego do wyjścia poza swój egocentryzm.
Jednak braki tego małego „ja” sięgają o wiele dalej – nie posiada ono realnej tożsamości, a co za tym idzie, nie jest w stanie samodzielnie przetrwać. Dlatego też aby istnieć, musi bezustannie karmić się (tworzyć się) odwoływaniem do różnych rzeczy, zawłaszczając te rzeczy, tytuły, osiągnięcia, jak gdyby były one częścią tego „ja”. Dopóki nie wyzwolimy się z pułapki tego małego „ja” (egocentryzmu, lgnięcia do siebie), nie będziemy mogli funkcjonować w inny sposób.
W ten właśnie sposób nienasycenie przychodzi w sukurs ignorancji. Raz za razem. Coraz bardziej (przy każdym działaniu, przy każdej myśli osadzonej w ignorancji) zapuszczając korzenie w ignorancji. „Ja” które nie istnieje, lecz które bez względu na koszty szuka autoafirmacji, jest z konieczności i w sposób nieunikniony źródłem iluzji, bo samo opiera się na złudzeniu podstawowym – potwierdzaniu swego istnienia.

Żyć, śnić, spać, budzić się…

Zaczynamy wychodzić ze stanu ignorancji wtedy, gdy odkrywamy iluzoryczną naturę „ja”. W ten sposób możemy przestać żyć dla niego i otworzyć się na możliwość życia zgodnie z tym, czym jesteśmy. Będziemy mogli tego dokonać jedynie wychodząc poza nasze małe „ja” (widziane jako odrębna jednostka). A czym jesteśmy? Odpowiedź na to znajdziemy jedynie poprzez własne doświadczenie, a najlepszą do tego drogą jest medytacja. Medytacja i pełne pokory uczenie się.

Czyż nie jest tak, że całe nasze życie jest ciągłą nauką? Nie jest tak, że wszystko co się nam przytrafia jest jedynie szkołą i okazją do rozwoju? (tak jak w snach, gdzie każdy obraz, każda osoba, każde wydarzenie mają swoje znaczenie i są wskazówką do przerobienia kolejnej lekcji. Ta karma).

A jeśli życie jest jedynie (i niczym ponad to) szkołą i naszą doskonałą nauczycielką? Mądrą nauczycielką, która – milcząc i stosownie do okazji – stawia nas w sytuacjach, styka z osobami i wydarzeniami, których w danym momencie potrzebujemy, by móc kontynuować naukę…? By rozwijać się i stać się ostatecznie tym, czym jesteśmy.

(część piąta i ostatnia wywiadu z enrique martinezem lozano)

***

[część pierwsza wywiadu 1/5]
[część druga wywiadu 2/5]
[część trzecia wywiadu 3/5]
[część czwarta wywiadu 4/5]
[część piąta wywiadu 5/5]