Tagi

, , , ,

2016-02-21 17.20.32Mówi pan, że myślenie nie pozwala nam na przebywanie w chwili obecnej. Jakie korzyści daje nam życie w myślach zamiast w chwili obecnej?

Pewnym jest, że zawsze robimy coś, ponieważ daje nam to jakąś „korzyść”, choćby nieświadomie. Na przykład osoba która „sama” się karze, robi to ponieważ „korzyścią” jest w tym przypadku stłumienie poczucia winy. Jaką „korzyść” czerpiemy z bycia oddalonym od teraźniejszości? Tę, że żyjemy w świecie który, jak nam się wydaje, możemy kontrolować, a zarazem przebywając z dala od tego, co – jak uważamy – sprawia nam cierpienie. Mówiąc prościej: dziecko oddala się od swego ciała, a tym samym od swych uczuć i życia, kiedy zaczyna cierpieć emocjonalnie. To strach sprawia, że uciekamy. Dziecko, które cierpi, zasadza się w twojej głowie, bo jest to miejsce najbardziej odległe od miejsca, gdzie odczuwa cierpienie – strefy przepony – i ponieważ chce zrozumieć dlaczego dzieje się to, co się dzieje. Czyniąc tak, przestaje „żyć”, a zaczyna „przeżuwać”, czyli rozmyślać. Oddaliło się od siebie, oddaliło się od cierpienia, żyje w filmach odgrywanych przez umysł i zaczyna bezowocnie się zadręczać.

Uważa pan, że prawdopodobnie największą plagą jest obecnie redukcjonizm tego, co ludzkie. Na czym polega ów redukcjonizm?

Niedola ludzka polega na tym, że redukujemy się do naszego „ja”, zapominając o naszej głębszej tożsamości czy też ignorując ją, nie mówiąc o tym, że rzeczywistość redukujemy do tego, co namacalne czy materialne, nie biorąc pod uwagę czy też pomijając głębszy wymiar Rzeczywistości – wymiar duchowy – i przekształcając życie w rzeczywistość, jakby to powiedział Alfred Whitehead, „nijaką, bezszelestną, bez zapachu i koloru, nic ponad ruch materii, bez końca i bez znaczenia” [“dull affair, soundless, scentless, colourless; merely the hurrying of material, endless and meaningless”], w „płaską ziemię”, żeby zacytować Kena Wilbera. Ma to też swoje przyczyny – ich korzeni należałoby szukać w narodzinach modernizmu – lecz szkoda, że chcąc wylać wodę z wanny, wraz z kąpielą wylewamy też dziecko. Analizuję głębiej tę kwestię w książce Butelka w oceanie. Od religijnej nietolerancji do duchowego wyzwolenia (La botella en el océano. De la intolerancia religiosa a la liberación espiritual, wyd. Desclée de Brouwer)

Na czym polega dialog z wewnętrznym dzieckiem?

Dialog z wewnętrznym dzieckiem stanowi część procesu psychologicznej integracji, o której mowa powyżej. W każdym z nas żyje dziecko, którym byliśmy. Co więcej, wszystkie nasze przesadne i powtarzające się reakcje nie są tworem osoby dorosłej, którą jesteśmy teraz, lecz dziecka, które jest w nas. Tego dziecka trzeba wysłuchać, zatroszczyć się o nie, uznać je, tak byśmy mogli istnieć razem. By z nim rozmawiać, najlepiej zacząć od jego wizualizacji – w oparciu o nasze wspomnienia lub jakąś fotografię – by móc objąć je spojrzeniem pełnym dobroci i szczerego uczucia. Pod wpływem tego spojrzenia i tej czułości dziecko odżyje i ponownie zapragnie żyć i być takim, jakie jest. Ten proces może być długotrwały, ponieważ dziecko, które cierpiało, nie „podda” się tak łatwo, jednak każdy krok poczyniony w tym kierunku wpłynie korzystnie na całość naszego życia.

By żyć pełnią tego, czym jesteśmy, proponuje nam pan cztery postawy i jedną drogę. Na czym polega życie w teraźniejszości? Co nie pozwala nam na to lub to utrudnia?

Życie w teraźniejszości to po prostu uważanie na to, co dzieje się tu i teraz, tak jakby nie istniało nic oprócz tego, co właśnie teraz ma miejsce.
Utrudnia nam to nasze utożsamianie się z umysłem: za każdym razem gdy pozwalamy zredukować się, świadomie bądź nie, do naszych myśli, oddalamy się od teraźniejszości, gdyż myślenie może przebywać tylko w przeszłości lub też rzutować się w przyszłość. Zwykło się mówić o „umyśle funkcjonalnym”, który wykonuje pracę na nasze potrzeby, tak jakby chodziło o jeszcze jeden organ, i o „umyśle myślącym”, tym właśnie, który nas łapie w swe szpony i od którego nie potrafimy się zdystansować. To właśnie ten „umysł myślący”, jak łatwo odgadnąć, oddala nas od teraźniejszości – dlatego wcześniej wspomniałem, że medytacja to zarazem uciszenie umysłu jak i przejście do teraźniejszości.

Na czym polega życie dogłębne? Co nam je utrudnia?

Życie dogłębne jest równoważne życiu pełnią, dobrze zespolonym z korzeniami nadającymi sens wszystkiemu, co jest. Argentyński poeta Francisco L. Bernardez przypomina nam, że „to, co drzewo ukazuje w kwiatach, źródło swe ma w tym, co pogrzebane”. Życie dogłębne oznacza nienegowanie żadnego z wymiarów Rzeczywistości.
I znowu utrudnia nam to redukowanie umysłu i „płaska” kultura, która – z różnych powodów – wydaje się poświęcać sporo energii negowaniu wszystkiego tego, czego nie może zmierzyć. Jednak na szczęście powoli wizja ta ulega zmianie i nawet sama współczesna fizyka otwiera nam horyzonty, które nauka klasyczna odrzuciła.

Na czym polega solidarne życie? Co nam je utrudnia?

Solidarność to konkretna forma, jaką przybiera współodczuwanie. Współodczuwanie zaś – jako zdolność do postawienia się na miejscu drugiej osoby i odczuwania wraz z nią – rodzi się ze zrozumienia zasadniczej jedności, jaką wszyscy stanowimy. Pozwala nam to tym samym pojąć znaczenie odwiecznej „złotej reguły”: traktuj innych tak, jak chcesz by traktowali ciebie.
Największą trudnością, jak zawsze, jest ignorancja, redukująca nas do naszego ego, które samo zresztą kieruje się swoimi własnymi potrzebami i wymaganiami. Ego rozumie życie jedynie poprzez pryzmat konkurowania – jeśli coś daję, to tracę to. Jedynie dystansując się od niego będziemy mogli dostrzec rzeczy w inny sposób – w wielkiej Sieci, którą wszyscy tworzymy, współdzieląc tę samą głęboką tożsamość, dawanie to otrzymywanie – dostaję to, co daję.

(część czwarta wywiadu z enrique martinezem lozano)

***

[część pierwsza wywiadu 1/5]
[część druga wywiadu 2/5]
[część trzecia wywiadu 3/5]
[część czwarta wywiadu 4/5]
[część piąta wywiadu 5/5]