Tagi

2016-01-12 14.02.46Czy gdyby nie istniało poczucie czasu, szukalibyśmy w ogóle przebudzenia? Czas jest wytworem myśli, pamięci, wyobraźni: czym byłam, czym jestem, czym będę? Czując się wiecznie niedoskonałymi i pełnymi braków, chcemy być spełnieni i kompletni w przyszłości. Zgodzimy się na kroczenie jaką bądź duchową ścieżką, aby tylko – z czasem – pokonać piętrzące się przed nami przeszkody. W końcu – myślimy sobie – nadejdzie dzień, gdy doświadczymy przebudzenia i wyzwolenia z kajdan, obiecywane przez tradycje z przeszłości.
NIe myślę już w kategoriach przeżywania doświadczeń. Rzeczy po prostu się przydarzają. Deszcz łagodnie kapie. Serce bije. Jest oddech: wdech i wydech. Jest spokojne słuchanie, otwartość…, pustka…, nic….
Przebudzenie? Przypinanie etykiet jest takie zabójcze! Wtedy stajesz się kimś. W momencie etykietowania to co żywe przemienia się w koncept. „Doświadczenie mojego przebudzenia!”. Bycie żywym, w pełni żywym, oznacza płynięcie bez ograniczeń, nie stawiający oporu delikatny przepływ życia. Żadnego poczucia upływającego czasu. Żadnej potrzeby myślenia o „mnie” – kim jestem, kim będę.
Nasze łaknienie doświadczeń to przeciwstawianie się temu, by po prostu być tu i teraz. Jakąż ulgą jest zdać sobie sprawę, że nie musimy być niczym.

[toni packer, The Light of Discovery, w: Buddhadharma, Winter 2013]