Tagi

, ,

2015-01-03 12.26.14Praktyka

Lgnij mniej, kochaj bardziej

Dlaczego?

Jako wspinacz, a zarazem rodzic, wiem, że niektóre fizyczne rodzaje lgnięcia są dobre – na przykład do uchwytów wspinaczkowych lub małych rączek!

Lecz lgnięcie jako stan psychologiczny ma w sobie coś z napięcia, dążenia, nalegania, obsesji, czy też przymusu. Przepływające przez umysł doświadczenia – widzenie, słyszenie, planowanie, martwienie się itd. – cechują się „hedonicznym zabarwieniem”: są przyjemne, nieprzyjemne lub neutralne. Naturalnym jest lubić to, co przyjemne i nie lubić tego, co nieprzyjemne i nie ma w tym nic złego. Lecz wtedy umysł idzie o krok dalej – zazwyczaj w błyskawiczny sposób – i próbuje złapać to, co przyjemne, walczyć z lub uciekać od nieprzyjemnego oraz poszturchiwać neutralne, by wyciągnąć z niego to, co przyjemne. Tego rodzaju łapanie, popychanie, stawianie oporu lub naciskanie jest cechą charakterystyczną lgnięcia.

Lgnięcie różni się od sensownych pragnień, kiedy to mamy do czynienia ze zdrowymi celami, aspiracjami i zobowiązaniami, nie będąc przywiązanymi do wyników. Tak, możemy z pasją dążyć do osiągnięcia naszych celów, usilnie nad nimi pracować, a stawka może być wysoka (np. zdrowie dziecka, sukces w biznesie, przyszłość klimatu Ziemi), lecz kiedy nie pojawia się lgnięcie, w głębi duszy ze spokojem przyjmujemy cokolwiek się zdarzy, nawet jeśli powierzchniowe warstwy umysłu są ze zrozumiałych względów rozczarowane, smutne lub wytrącone z równowagi.

Przyglądnij się swojemu umysłowi, a zobaczysz, że lgnie do wielu rzeczy (pamiętając, że zagarnianie do siebie i odpychanie też są formą lgnięcia). W grę wchodzą przedmioty, poglądy, przyzwyczajenia, przyjemność i ból, status, a nawet poczucie jaźni (na przykład kiedy bierzemy coś do siebie osobiście).

Zobacz, jakie są koszty lgnięcia. Nie jest nigdy spokojne i zawsze ma w sobie coś z napięcia, oscylującego między czymś z lekka nieprzyjemnym a intensywnie niekomfortowym. Wciąga nas w gonitwę za problematycznymi celami, takimi jak próba osiągnięcia sukcesu za cenę wypalenia się, w bycie nieustępliwym lub kłótliwym, uzależnionym od jedzenia lub używek, albo w dążenie do uzyskania w związku nagrody, której nigdy nie otrzymamy. Raczej spina i zawęża, niż otwiera. No i lgnięcie dziś zasiewa ziarno pod lgnięcie jutrzejsze.

W sensie najbardziej podstawowym lgnięcie stawia nas w opozycji do samej natury bytu, która wciąż się zmienia. Amerykański nauczyciel buddyjski Joseph Goldstein porównuje strumień świadomości do liny, która przesuwa się przez twoje dłonie – jeśli mocno złapiesz choćby jej kawałek, oparzy cię.

Lecz jeśli będziesz trzymał ją luźno – jeśli pozwolisz, by doświadczenia przychodziły i mijały – będziesz odczuwał spokój i szczęście. Twój umysł i ciało będzie otwarte, a miłość popłynie swobodnie, co jest naturalnym wyrazem nieściśnionego serca.

Jak?

Ogólne spojrzenie

To z pewnością dobrze znana rada, lecz rób co możesz, by zadbać o zaspokojenie potrzeb swoich i tych, na których ci zależy, dąż do osiągnięcia zdrowych celów energicznie i z pilnością oraz utrzymuj wskaźnik osobistego stresu poza czerwonym polem. Każdy z poniższych kroków pozwoli na wyciągnięcie szczap z ognia lgnięcia.

Poznaj czym jest lgnięcie

Wybierz coś specyficznego, na przykład jakieś przekonanie, że coś powinno być takie, a nie inne i na początek naprawdę lgnij do tego. Nalegaj w swym umyśle na to, że MUSI być właśnie tak. Zauważ, jak odczuwasz lgnięcie w swoim ciele i umyśle.

Następnie spróbuj na serio poluzować to lgnięcie. Nie ma nic złego w tym, że chce się osiągnąć jakiś wynik. Spróbuj jednak, niezależnie od rezultatu, zachować spokój ducha, pamiętając, że i tak najpewniej wszystko nadal będzie w porządku, zarówno z tobą, jak i z innymi. Wyobraź sobie to, do czego lgniesz, jako coś małego w wielkiej przestrzeni, na przykład jako pojedynczy kamyk na rozległej równinie widziany z przelatująceg w górze samolotu. Wyłącz w sobie przeżuwanie tego samego, ciągłe o tym rozmyślanie i wpadanie na tym punkcie w obsesję. Pozwól ciału, by się rozluźniło i zrelaksowało, otwórz dłonie, daj się otworzyć swemu umysłowi i odpuść lgnięcie. Poczuj ulgę, spokój i przyjemność, jaką to odpuszczenie ci przyniesie i pozwól, by to uczucie cię wypełniło – motywując w ten sposób twój mózg do tego, by w przyszłości lgnął mniej.

Zdejmij z siebie ciężar

Wypróbuj tę praktykę z innymi rzeczami, do których lgniesz. Zacznij od czegoś łatwego, by stopniowo przejść dalej. Pamiętaj – możesz być bardzo głęboko w coś zaangażowany, nie będąc przywiązanym do wyniku.

Uwolnij się od zaklęcia

Przeanalizuj swoje doświadczenie z rzeczami, do których lgniesz – na przykład z przyjemnymi odczuciami lub pewnymi poglądami lub ideami. Wyodrębnij jakiś aspekt tego doświadczenia i przyjrzyj mu się z bliska. Zapytaj sam siebie, czy znajdujesz w tym prawdziwe szczęście (w tym poglądzie, idei, dźwięku itp)? Myślę, że zobaczysz, iż odpowiedź zawsze brzmi: NIE.

Przestań rozglądać się za rzeczami do pożądania

Zauważ, jak umysł bez przerwy poszukuje jakiejś nagrody dla siebie, jakiegoś problemu do rozwiązania lub jakiegoś zagrożenia do uniknięcia. Innymi słowy czegoś, do czego można lgnąć. Trochę tego nie zaszkodzi, ale nie więcej! Sprowadź swoją uwagę do chwili obecnej, do TEJ czynności, TEJ rozmowy, TEGO oddechu. To przywróci cię do do TERAZ, jedynego momentu, gdzie jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Otwórz swe serce

W miarę jak będzie ustępowało lgnięcie, pozwól by jego miejsce zajęła miłość. Rozglądnij się za codziennymi drobiazgami, jak na przykład dobrym słowem czy delikatnym dotknięciem, to tu, to tam. Gdy będziesz lgnął mniej, czymś naturalnym będzie rozchmurzenie się, niewchodzenie w kłótnie, większe współ-odczuwanie, postrzeganie rzeczy z szerszej perspektywy i przebaczenie. Gdy pozwolisz, by doświadczanie przepływało przez ciebie i nie będziesz lgnął ani do przeszłości ani do przyszłości, będziesz mógł odczuć w większym stopniu bogactwo zawarte w chwili obecnej, które przepełni twoje serce.

Miłość we wszystkich jej formach, dużych i małych, wypycha lgnięcie, co z kolei – w cudownie pozytywnym cyklu – powoduje jeszcze większy napływ miłości.

(rick hanson)