Tagi

, ,

20141204_164816~3Jak mówi Sakyong Mipham, praktyka medytacyjna daje nam czas by zwolnić i rzeczywiście przebudzić się do miłości, która w sposób naturalny występuje w naszych sercach.

Medytacja to okres, kiedy przyglądamy się sobie, co pozwala nam czuć. A czuć, to być w teraźniejszości, co daje nam możliwość dogłębnego wglądu. Ucząc się czuć, możemy dotknąć otwartości, będącej nieodłączną częścią naszej istoty – znanej jako natura buddy lub, w nauczaniu Shambala, zasadnicza dobroć. Tę uniwersalną naturę charakteryzuje życzliwość i współodczuwanie. Udana praktyka medytacyjna to taka, gdzie dogłębnie łączymy się z miłością, która w sposób naturalny istnieje w naszych sercach, a następnie ucieleśniamy ją w naszym życiu.

Dawni medytatorzy wiedzieli, że ludzie potrzebują okresu pozornej bezczynności, by mogła dokonać się zmiana lub by nastąpił istotny wzrost. Mówiąc ogólnie, ciężko się zmienić, kiedy jesteśmy w ruchu. W codziennym życiu możemy sobie myśleć: „Szkoda, że nie byłem uprzejmy, nie powinienem był tak postąpić”, lecz bardzo ciężko zmienić nasze nawyki. Potrzebujemy czasu, by zastanowić się kim jesteśmy i czym – pod warstwą tych wszystkich myśli i emocji – jest nasz umysł.

Z fizjologicznego punktu widzenia posiadamy system współczulny i przywspółczulny. Kiedy jesteśmy w ruchu – biegamy, rozmawiamy, pracujemy – umysł kierowany jest przez system współczulny, połączony z mechanizmem „walcz lub uciekaj”. Układ przywspółczulny, na przykład tłoczące krew serce, jest mniej widoczny i połączony z mechanizem: „odpoczywaj i traw”. Jeśli nie zrównoważymy tych procesów, dając sobie czas na wgłębienie się w siebie i odpoczynek, staniemy się nerwowi, rozdrażnieni i nadwrażliwi emocjonalnie.

Skrzyżowanie nóg i spoczęcie na poduszce jest dobrym początkiem, lecz medytacja nie jest procesem osmozy – wymaga zaangażowania. Najprościej można powiedzieć tak: jeśli my nie będziemy zwracać uwagi na to, co robimy w czasie medytacji, to nikt tego za nas nie zrobi. Zrozumienie tego, co robimy nazywa się „oglądem” i jest bardzo ważne. Pomaga nam w zbudowaniu natchnienia i złapaniu feelingu. Jeśli nie będziemy czuć się zainspirowani do bycia obecnym w naszym życiu, nie będziemy też kontynuować medytacji, a jeśli nie będziemy wiedzieć, co oznacza bycie obecnym, nie będziemy umieli odpocząć w tym stanie i przyczynić się do jego rozwoju. Zatem należy wiedzieć, dlaczego siedzimy, sprawiając wrażenie, że nic nie robimy.

Zgodnie z tradycją medytacyjną każde uczucie i postrzeżenie uważane jest jako okazja do dostrojenia się do chwili obecnej. Przez większość czasu pozostajemy zbyt wciągnięci w myśli, by czuć gdzie jesteśmy i to jest powód, dla którego medytujemy – być tam, gdzie jesteśmy. By czuć, należy się odprężyć. Przybierając wyprostowaną postawę siedzącą, umożliwiamy ciału uspokojenie się, a umysłowi pozostawanie w stanie rozbudzenia. To pierwszy krok w budowaniu trwałej praktyki medytacyjnej.

Następnie używamy oddechu, by trenować się w uważności odczuwania. Odpuszczanie myśli i powrót do odczuwania oddechu powoduje automatycznie pojawienie się wglądu: „To takie trudne, lecz tak właśnie odczuwam”. Po tym stanie świadomości następuje uczucie otwartości, łagodności i ciekawości. Jeśli naszą reakcją na myśli będzie „Jestem zła” albo „Te myśli sprawiają, że czuję się gorzej, muszę się ich pozbyć”, medytacja stanie się czymś w rodzaju walki i pojawi się uczucie napięcia.

Z medytacją mamy czuć się dobrze. I rzeczywiście, kiedy po prostu jesteśmy i odczuwamy, możemy to dostrzec; zauważamy, że w naturalny sposób stajemy się mniej gadatliwi i mniej krytyczni. Dzieje się tak dlatego, że praktyka nie jest tym samym, co konceptualizacja. Większość ludzi medytuje głową: „Jak mi idzie?”. Lub też odczuwa coś, a potem myśli: „Mhm, to co czuję, nie jest chyba tym, co mają na myśli medytatorzy”. Kiedy postępujemy w ten sposób, obezwładniamy samych siebie. Należy odpuścić sobie nasz umysł konceptualny i pozostać z odczuwaniem.

Aby być świadomym tego, jak czuje nasz umysł i nauczyć się z nim przestawać, należy codziennie poświęcić choćby krótką chwilę na autorefleksję. Jeśli trudno ci spokojnie usiedzieć, możesz stać, wolno spacerować, lub nawet poszukać jakiegoś wygodnego krzesła, by na nim usiąść, odprężyć się i dokonać autorefleksji. Wszyscy potrzebujemy tej chwili. Nawet jeśli jesteśmy spokojni i nieruchomi, to w czasie tego spoczynku dzieje się dużo – leczymy się i rozwijamy. W ten właśnie sposób leczymy się i zmieniamy.

Takie momenty autorefleksji nie cieszą się zbytnią popularnością w naszej kulturze. To od nas zależy, czy dostrzeżemy ich wagę, zwłaszcza w coraz bardziej przyspieszajacym świecie. Tak jak ćwiczenia fizyczne uważane są za normalną, zdrową rzecz, przedsiębraną dla dobra ciała, tak samo autorefleksja jest czynieniem dobrze umysłowi. Lecz ponieważ nie widzimy umysłu i serca, korzyści płynące z medytacji nie są tak oczywiste, nie mówiąc o tym, że w naszej kulturze nie jest łatwo po prostu być. Bardziej jesteśmy skłonni do tego, by wciąż coś robić. Tym niemniej, podobnie jak w przypadku upraw, tak samo każdy z nas potrzebuje okresu odłogowania, by można odzyskać żyzność i pojawiły się plony.

Medytacja jest bardzo osobistym doświadczeniem. Nawet jeśli siedzimy przez pięć minut, nasz umysł nie pozostaje w stanie nicnierobienia. Przyglądamy się temu, co naprawdę odczuwa nasz umysł, kiedy nie jest uwarunkowany przez rodzinę, wychowanie, przyjaciół, kulturę, a nawet nasze wyobrażenia o medytacji. Przebywanie w tej przestrzeni pozwala nabrać sił, nie wzmacniając jednak ego. Stykając się z tym otwartym odczuciem, nieodłącznym czystym strumieniem płynącym w głębi naszej istoty, zasiewamy ziarno pod uczucie miłości, które wyrośnie w naszej własnej świadomości. Później te silne nasiona zmaterializują się w naszym życiu.

To, jak odczuwamy jest ważną częścią życia w społeczeństwie. Jeśli potrafimy odczuwać choćby troszkę, wtedy wiemy, jak czuje się druga osoba. To z kolei budzi myśl, by pomagać innym. Wielki bodhisattwa Szantidewa powiada, że nie ma lepszego odczuwania i celu niż właśnie ta myśl. Uczy nas, byśmy skąpali tę myśl w sześciu paramitach: szczodrości, właściwego postępowania, cierpliwości, zdecydowanego wysiłku, medytacji/koncentracji i mądrości.

Kiedy odprężamy się i przeżywamy własne uczucia, jesteśmy obecni, a kiedy jesteśmy obecni i przeżywamy własne uczucia, taka chwila jest kompletna. Nasz umysł wie, jak być i jak czuć i to wszystko składa się na jeden, pełny moment, który nazywamy szczęściem, przyjemnością. Wiemy, jak to jest. Tym niemniej, jeśli nie wiemy z jakimi odczuciami wiąże się szczęście czy przyjemność, szukamy tego bez końca, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to wszystko jest proste.

Odczucia i bycia niekoniecznie naucza się w szkole. Dlatego właśnie tradycja medytacji przetrwała – byśmy mogli trenować naszą zdolność do uspokojenia się, odczuwania i ucieleśnienia naszej natury. Gdy uosabiamy współodczuwanie i życzliwość, posiadamy siłę i moc. Wówczas nawet należyta postawa jest wyrazem tego, jak czujemy się wewnątrz, a nie czymś, co sami sobie narzucamy.

Więc praktykujmy od środka na zewnątrz. Poświęcenie nieco czasu, by w samym sednie naszej istoty poczuć współodczuwanie i życzliwość, ma wpływ na nasze zdrowie, stan umysłu, nasze stosunki z rodziną i na to, jak pracujemy. Niezależnie od tego, co nam chodzi po głowie, możemy w ciągu dnia znaleźć czas, by zauważyć gdzie jesteśmy i po prostu być. I nie mówimy o byciu sobą w egoistycznym znaczeniu tego słowa. Mówimy po prostu o byciu człowiekiem. Dobroć jest obecna zawsze, a wraz z praktyką medytacji nasze jej odczuwanie będzie rosło.

(artykuł pierwotnie opublikowany w marcu 2012 r. w magazynie „Shambala Sun”)