Tagi

,

thichnhathanh2Jeden z największych nauczycieli uważności, jaki zaszczycił swą obecnością tę planetę być może właśnie nas opuszcza. Thich Nhat Hanh znajduje się w szpitalu, gdzie 11 listopada doznał udaru mózgu.

Jest/był kimś w rodzaju proroka przebudzenia i nadziei.

Powiedział:

Ponieważ żyjesz, wszystko jest możliwe.

Przypominał nam o niezwykłości miejsca, gdzie żyjemy i doradzał, jak się po nim poruszać:

Krocz tak, jakbyś całował Ziemię stopami.

Nauczał nas o mądrości i współodczuwaniu, nawet w kontaktach z trudnymi ludźmi, którzy znajdą się na naszej drodze:

Kiedy jakaś osoba sprawia, że cierpisz, to dlatego że cierpi w głębi samej siebie, a jej cierpienie rozlewa się wokół. Nie zasługuje na karę, lecz potrzebuje pomocy. To jest wiadomość, jaką wysyła.

Dzielił się z nami swą wiedzą o prostej, lecz jakże potężnej zależności między naszym ciałem a naszymi radościami i smutkami:

Może się zdarzyć, że twoja radość jest źródłem twojego uśmiechu, lecz może też się zdarzyć, że twój uśmiech będzie źródłem twej radości.

Unaoczniał nam prawdę o naszym autentycznym pięknie i bezwarunkowej autoakceptacji:

Bycie pięknym oznacza bycie sobą. Nie musisz być akceptowana przez innych. Potrzebujesz jedynie zaakceptować samą siebie.

I o cudzie bycia żywym:

Ludzie zazwyczaj uważają, że chodzenie po wodzie lub lewitowanie w powietrzu jest cudem. Lecz ja myślę, że prawdziwym cudem nie jest ani chodzenie po wodzie, ani lewitowanie w powietrzu, lecz chodzenie po ziemi. Każdego dnia uczestniczymy w cudzie, którego nawet nie zauważamy: błękit nieba, biel chmur, zieleń liści, ciemne ciekawskie oczy dziecka, nasze własne oczy. To wszystko jest cudem.

I przekazuje nam też prostą mądrość o drodze, którą idziemy:

Uśmiechnij się, oddychaj i nie pędź.

Choć fizyczna forma Thâya (z wietnamskiego – nauczyciel), jak nazywają go uczniowie, opuszcza nas, to tak naprawdę nigdy nas nie opuści. Jeśli chodzi o mnie, żyje głęboko w moim sercu i umyśle. Jego duch przenika moje teksty i nauczanie i w ten sposób wykracza poza czas i śmierć.

Tak mówi on sam o tym, że choć jego serce przestanie bić, to on sam nigdy nie umrze:

Kiedy patrzymy na niebo, dostrzegamy jakąś konkretną chmurę. Lecz jeśli będziemy patrzeć przez odpowiednio długi czas, zauważymy że obserwowana przez nas chmura znika. Stała się deszczem, mgłą czy też śniegiem i nie możemy jej już dostrzec.

Jeśli przywiązałaś się do tej chmury, pomyślisz: „Och, moja kochana chmuro, gdzie się podziałaś? Tęsknię za tobą. Przeszłaś z bytu do niebytu. Nigdzie cię nie widzę!”. Być może nie doświadczysz tego wobec chmury, lecz z pewnością stanie się tak, kiedy stracisz kogoś bliskiego.Jeszcze wczoraj twoja przyjaciółka pozostawała przy życiu. Teraz wygląda na to, że przeszła z bytu do niebytu.

Faktem jednak jest, że nasza chmura wciąż tam jest, ponieważ chmura nie może umrzeć. Może stać się śniegiem, gradem lub deszczem, lecz nie stanie się niczym. Bliska ci osoba wciąż gdzieś tam jest. Jeśli posiądziesz mądrość bezznakowości, będziesz mógł nadal dostrzec ją w jej nowej formie.

Wyobraź sobie, że nalewam herbatę z czajniczka do pustej szklanki. Gdy ją piję, zmienia swą formę. Jeśli daję wykład wkrótce po tym, jak wypiłem herbatę, będzie w nim też odrobina herbaty. Tak więc herbata jest nie tylko w naczyniu. Jest w drodze. Podróżuje i ma wiele form. Jest to prawdą również w naszym przypadku. Jesteśmy nie tylko ciałem, myślami i odczuciami, które posiadamy akurat w tej chwili. Każda myśl, słowo i działanie, które wytwarzamy trwają nadal, także po tym, jak nasze ciało uległo dezintegracji. Nie musimy martwić się tym, że przestaniemy istnieć. Nasze formy ulegają zmianie, lecz nic się nie zatraca. Niezależnie od tego czy chmura jest w postaci chmury, deszczu, rzeki, czy też herbaty, wciąż kontynuuje swą cudowną podróż.

(za elisha goldstein)