Tagi

, , , , ,

Buddyzm to nie religia w normalnym znaczeniu tego słowa. Nie ma w niej jakiegoś Boga, w którego trzeba by wierzyć. Choć niektórzy buddyści wierzą w reinkarnację i w karmę, to ani jedno ani drugie nie jest w buddyzmie najważniejsze. Sam Budda powiedział, że naucza tylko jednego: „O cierpieniu i o ustaniu cierpienia”.

Praktyka buddyjska wywodzi się z zauważenia, iż istnienie ludzkie cechuje doświadczanie braku zadowolenia, nietrwałość i zmienne odczucia „ja”, które jest wciąż nieusatysfakcjonowane i chwiejne. Wszystko to sprawia, że perspektywy ludzkiej egzystencji nie rysują się w różowych barwach.

Chcemy wierzyć w postęp. Chcemy wierzyć, że jeśli będziemy mieli więcej rzeczy – takich, które uważamy za potrzebne – to będziemy szczęśliwi. Chcemy wierzyć, że jeśli nasz zespół wygra mecz, to będziemy szczęśliwi. Chcemy wierzyć w słuszną religię i chcemy być bezpieczni. Świat, w którym żyjemy nie jest bezpieczny ani szczęśliwy. Zawsze chcemy dostać to, czego chcemy i nigdy nam się to nie udaje.

Budda uczył, abyśmy postrzegali nasz brak nasycenia i naszą nietrwałość jako coś, przed czym nie ma ucieczki. Poświęcamy dużo energii próbując sprawić, żeby wszystko było takie, jak chcemy. Kiedy Budda zauważył że nic czego próbował nie przyniosło rezultatu, zaczął spoglądać w głąb siebie.

Odkrył i zaczął nauczać prostej metody, którą my nazywamy mindfulness – procesu przesunięcia uwagi z niekończącego się strumienia myśli płynących przez umysł na odczuwanie oddechu, wnikającego w ciało i opuszczającego go.

Gdy siedzimy i czujemy oddech, widzimy też umysł. W prostocie tego tkwi cała trudność. Nasze ciało odczuwa napięcie, więc umysł wymyśla całe mnóstwo sposobów by się go pozbyć. Widzimy, że nie możemy sprawić by odeszły od nas jakiekolwiek uczucia lub myśli, lecz jeśli wytrwamy i uda nam się delikatnie przesunąć uwagę z myślenia na odczuwanie oddechu w ciele, zauważymy że nieszczęśliwe myśli i napięcie są zjawiskami nietrwałymi, które przemijają bez żadnego udziału z naszej strony.

Mindfulness jest czasem opisywana jako nauka umysłu. Jest tak, ponieważ w trakcie praktyki przestajemy koncentrować się na zawartości umysłu, a zaczynamy spokojnie przyglądać się jego funkcjonowaniu. Obserwując umysł, rozwijamy w sobie łatwość „wchodzenia” w świadomość. Staje się oczywistym, że wszystkie rzeczy pojawiają się w świadomości, po czym – również w niej – zanikają. Doświadczamy szerokiego zakresu silnych myśli i emocji, lecz sama świadomość pozostaje absolutnie niewzruszona i niezmienna. Kiedy po prostu przebywamy w świadomości, często – ku naszemu zaskoczeniu – możemy doświadczyć procesu leczenia oraz współodczuwania.

Kiedy Budda zaczynał nauczać, ktoś spytał go czym różni się od innych ludzi. Odpowiedział, że jest przebudzony. Chciał przez to powiedzieć, że opuścił krainę fantazji, gdzie wierzy się swoim myślom.

Możesz praktykować buddyzm, niezależnie od tego czy wierzysz w Boga, czy nie. Mindfulness jest dobrym lekarstwem na nękające nas myśli-szkodniki. Jest to praktyka konkretna, prosta i nie wymagająca wymyślnych nauczań.

(mack paul)