Tagi

, , , , , , ,

2014-09-26 14.25.37Być może nie będzie zaskoczeniem – biorąc pod uwagę ich filozoficzne podobieństwa – że wzajemne, owocne oddziaływanie buddyzmu i adwaity sięga pierwszej połowy pierwszego tysiąclecia naszej ery, kiedy to były dwoma z najważniejszych i wpływowych szkół religijnych w Indiach. Faktem jest, że – według znawcy buddyzmu Richarda Kinga, autora książki Early Advaita Vedanta and Buddhism [Wczesna adwaita wedanta a buddyzm] – historycy religii zgodni są obecnie, iż na wczesnym etapie swego rozwoju adwaita, jako niezależna szkoła filozofii, znajdowała się pod głębokim wpływem buddyzmu mahajany. Choć Shankara, założyciel adwaity, ostro krytykował buddyzm i jakoby pokonał jego przedstawicieli w dyskusji na temat Dharmy, jego własny nauczyciel, jak i nauczyciel jego nauczyciela pełnymi garściami czerpali z terminologii i pojęć buddyjskich oraz przejawiali zainteresowanie zależnościami buddyjsko-wedantyjskimi. W szczególności, jak mówi King, pojęcie iż świat jest złudzeniem (maya) oraz nauczanie, że istnieją dwa poziomy prawdy: względna i absolutna – mają swe źródło w mahajanie, skąd przedostały się do adwaity.

Nic więc dziwnego, że – biorąc pod uwagę ich podobieństwa – tak wielu współczesnych buddystów jest pod wpływem adwaity wedanty. Lecz dlaczegóż poczuli oni potrzebę, by wyjść poza swoje własne środowisko i studiować u nauczycieli innej tradycji? – Różni ludzie mają różne temperamenty – wyjaśnia Douglas. – W świecie buddyjskim wielu ludzi ma głębokie doświadczenia w kontekście poszczególnych praktyk i form buddyzmu, lecz do niektórych, a zaliczam się do nich ja sam, bardziej trafia nauczanie nie ograniczone tak bardzo formą, w wykonaniu nauczycieli spoza owej formy.

Nauczyciele adwaity wydają się być atrakcyjni zwłaszcza dla buddystów z Zachodu, ponieważ przekazują prawdę bezpośrednio poprzez swe słowa i obecność, bez polegania na rytuałach lub praktykach, czy też stawiania swoim studentom wygórowanych wymagań. W odróżnieniu od nauczycieli tybetańskich, którzy zazwyczaj oczekują, iż uczniowie przejdą przez długie wstępne praktyki, zanim zostaną dopuszczeni do konkretnych wskazówek, czy też mistrzów zen, którzy często wymagają jawnego oddania się praktykom medytacyjnym, zanim zaczną bliżej ze swymi uczniami pracować, nauczyciele adwaity są bardziej otwarci i dostępni dla wszystkich poszukujących, którzy stają na progu ich drzwi, niezależnie od ich wcześniejszej czy bieżącej praktyki duchowej. Na przykład Ramana Maharsi, który zmarł w 1950 roku, spędził większość swego życia w pokoju w swoim aszramie, gdzie odwiedzający mieli do niego dostęp o każdej porze dnia i nocy, a Nisargadatta Maharadż przyjmował wszelkich poszukujących w swoim małym mieszkanku w Bombaju, gdzie udzielał regularnych nauk w formie dialogów, aż do swej śmierci w 1981 roku.

– Kontakt z Papaji był bardzo bliski i osobisty – mówi buddyjska autorka i nauczycielka medytacji, Kate Wheeler, o sześciu tygodniach, które spędziła z hinduskim nauczycielem H.W.L. Poonja w 1990 roku. – Był tak miły i słodki, tak dostępny. Powiedział, że nie ma czego nas uczyć i w widoczny sposób niczego od nas nie chciał.

– Przebywanie z nim było wyzwaniem dla mojej mentalności poszukującej – kontynuuje Wheeler. – Choć zbliżyłam się do wipassany w latach 70-tych, ponieważ pozwalała mi po prostu obcować z tym, czego doświadczałam, to miałam w sobie ten nawyk usiłowania by być kimś innym, niż tym, kim już byłam, co nie nie jest dobrym punktem wyjścia do praktyki. Papaji działał poza schematem. Zachęcał nas by „zrezygnować z poszukiwania bez znajdowania czegokolwiek”.

– Gdy tam byłam, spędzałam całe dni na intensywym poszukiwaniu, rozglądając się za umysłem. Gdy w końcu przyznałam, z poczuciem porażki, że nigdzie nie mogłam go znaleźć, Papaji powiedział mi, że tak ma być, że powinnam po prostu tam pozostać, bez wpadania w sidła ponownych poszukiwań. Poczułam się ekstatycznie osadzona w tym spoczynku, bez ciągłego poszukiwania i działania, i to odczucie trwało przez szereg lat. W końcu powróciłam do buddyjskich odosobnień, jednak nie po to, by dokądś dojść, lecz by poprawić i pogłębić to doświadczenie spoczynku.

Adwaita jest atrakcyjna dla niektórych osób praktykujących buddyzm, ponieważ odchodzi od głównego nurtu buddyjskiej tradycji w tym, co się tyczy poszukiwania i praktyki. Większość buddyjskich szkół naucza, że praktyka medytacji jest jedynym skutecznym sposobem usunięcia zatrutej strzały dukkhi, czy też cierpienia. W przeciwieństwie do tego adwaita kładzie nacisk nie na medytację, lecz na dźńanę (jnana), mądrość rozróżniającą (discriminating widsom) – zdolność do rozpoznania naszej prawdziwej natury w sposób bezpośredni i odróżnienia jej od czczych pozorów. Dla adwaitystów ścieżka do wyzwolenia prowadzi przez studiowanie nauk mędrców oraz – jeśli to możliwe – bezpośrednie wysłuchiwanie słów mądrości z ust żyjących mędrców. Gdy w wyniku tego kontaktu zostaje przebudzona dźńana, w dalszej kolejności należy żywić ją i podtrzymywać poprzez pozostawanie w naszej prawdziwej naturze przez cały czas (wiele z powyższego zabrzmi znajomo dla tych, którzy praktykują tybetański dzogczen).

Psychoterapeutka Judith Shiner została studentką Trungpy Rinpocze we wczesnych latach 70-tych, ponieważ czuła „rozległą przestrzenność” w jego obecności, a jego nauki początkowo sprawiały, iż czuła że: „nie musiałam wciąż poszukiwać tego, czym jestem, mogłam po prostu usiąść i tego doświadczać. Lecz z czasem zaczął dodawać większą ilość praktyk i wymagań i zaczęłam zastanawiać się dlaczego – zamiast czuć się bardziej otwartą i wolną – czułam się bardziej spięta i bojaźliwa. Otrzymałam solidne szkolenie w sztuce mindfulness, lecz czegoś brakowało. Moja duchowa natura w tym środowisku po prostu nie kwitła”. W końcu, po siedmiu latach spędzonych w społeczności Vajradhatu, Shiner odeszła.

Później, po kilku latach, spotkała Jeana Klein. „Było dla mnie wielką ulgą, kiedy usłyszałam jak Jean powiedział, że nie musi się niczego praktykować, żeby być tym, kim się jest. Wyczuwałam to wcześniej intuicyjnie, lecz na przestrzeni lat zatraciło się to gdzieś pośród oczekiwań społeczności. Przy Jeanie odkryłam, że nie ma żadnej ścieżki, którą należy kroczyć, że świadomość, którą jesteśmy, zawsze jest tutaj, na wyciągnięcie ręki, i że nie musimy spędzać lat na jej poszukiwaniu – można jej po prostu doświadczyć w jednej chwili. Moje doświadczenie jest takie, że ścieżka, widziana z buddyjskiej perspektywy, staje się gorsetem. Wciąż trzeba się coraz więcej uczyć i nigdy nie zostajesz absolwentem. Nawet słuchając nauczań o wrodzonej, czystej, świetlistej, niewzruszonej naturze umysłu nigdy nie miałam takiego odczucia, jak przy Jeanie, że to, kim jestem właśnie w tej chwili jest już kompletne i samowystarczalne”.

Oczywiście także buddyzm podkreśla kluczowe znaczenie mądrości rozróżniającej, zwanej pradżną, lecz uważa, iż nie można jej kultywować bez wytrenowania umysłu, możliwego dzięki praktyce medytacji. Jak sądzą buddyści, bez takiego rozmyślnego kultywowania świadomości umysł będzie powtarzał te same negatywne wzorce i oko mądrości pozostanie zamknięte. Podkreślając niebezpieczeństwa braku praktyki, której celem jest służyć jako pomoc i wsparcie, nauczyciel buddyjski Stephen Levine nazywa adwaitę „urwistą ścianą bez zabezpieczeń”, gdyż tak łatwo mogą odpaść od niej poszukujący. O ile w przypadku buddyzmu istnieje niebezpieczeństwo popadnięcia w zbytnie usztywnienie, wynikające z jego ciągłego podkreślania wagi praktyk i formuł, o tyle w przypadku adwaity ryzyko polega na pozostawieniu poszukujących samym sobie, bez zewnętrznych wskazówek czy też moralnych zasad, chroniących ich przed zadufaniem i zbytnim ukontentowaniem, czy też zakładaniem, że już doznali przebudzenia, podczas gdy w istocie rzeczy, jak zwykł mawiać mój nauczyciel Jean Klein, jeszcze nie wyjechali z garażu.

Wielu zwolenników adwaity sądzi, iż trenowanie umysłu pozbawia go tylko wewnętrznej otwartości, spontaniczności i wigoru. Ponadto, jak podkreśla adwaita, każdy z nas już jest doskonałym odzwierciedleniem Brahmana, albo inaczej mówiąc świadomości, dokładnie w takiej postaci w jakiej jesteśmy. Zamiast pracować nad zmianami, ulepszaniem lub oczyszczaniem siebie, powinniśmy po prostu przebudzić się do tej wrodzonej doskonałości poprzez rozważanie nauk i kontakt z nauczycielem, co w naturalny sposób odsłoni przed nami zasadnicze składniki miłości, współodczuwania, pokoju, radości i spokoju umysłu. Jednakże z buddyjskiego punktu widzenia kładzenie takiego nacisku na wewnętrzną doskonałość może prowadzić do pogrążonej w samozadowoleniu pasywności lub też skierowanego na siebie, nieetycznego zachowania. Oczywiście, rozróżnienie pomiędzy praktykowaniem a jego brakiem nie jest czymś niepodlegającym dyskusji i niektórzy nauczyciele adwaity zalecają by praktykować, zwłaszcza Ramana Maharshi, który nauczał samopoznania poprzez pytanie: „Kim jestem?”.

Catherine Ingram, autorka Passionate Presence [Obecność zaangażowana], studiowała wipassanę przez kilkanaście lat w latach 70-tych i 80-tych, w tym rok w Azji, zanim spotkała Poonjaji w 1991 r. „Zaczęłam odczuwać moją praktykę jako coś pozbawionego życia i radości”, wspomina. „Jak komputer, mogłam obserwować i odnotowywać to, czego doświadczałam, lecz niczego nie czułam. Jednocześnie coraz bardziej powiększał się rozdźwięk z wierzeniami buddyzmu, takimi jak karma i powtórne narodziny. Buddyzm nadal był moim światem i językiem, lecz moje serce już do niego nie należało. Popadłam w głęboką depresję”.

Potem Ingram pojechała do Indii by spędzić tam jakiś czas z Poonjaji. Stało się tak za namową przyjaciół, którzy powrócili stamtąd przeistoczeni. „W szokująco krótkim czasie pojęłam, że nie chodziło o to, by coś więcej robić czy kontynuować poszukiwania – cały sęk tkwił właśnie w tym, by wyluzować dokładnie w tym miejscu, gdzie byłam, w mojej własnej skórze, bez prób dążenia w jakimkolwiek kierunku. W rzeczy samej, podejmowanie wysiłku w kierunku czystego bycia było przeciwwskazane”.

W 1993 r., po tym jak asystowała Ram Dassowi w jednym z organizowanych przez niego odosobnień w Instytucie Omega, Ingram zaczęła oferować to, co nazywa Dialogami Dharmy: interaktywne, publiczne rozmowy mające na celu pomóc w „rozproszeniu” przeszkód na drodze do „obecnej świadomości”. „Oczywiście że moja prezentacja jest po części buddyjska, po części adwaitowa”, przyznaje, „lecz staram się nazywać rzeczy po imieniu i zaoferować coś świeżego i opartego tylko i wyłącznie na moim własnym doświadczeniu i obserwacjach. Bardzo poważam precyzję buddyzmu i jego pojmowanie zasad funkcjonowania umysłu a w adwaicie kocham nacisk położony na nierobienie i niepodejmowanie wysiłku oraz za zrozumienie tego, co już jest. Tym niemniej adwaita może nieraz sprawiać wrażenie, że buja w obłokach i jest rozmyta, a buddyzm z kolei wydaje się czasem miewać tendencje w kierunku tłumienia doświadczeń, które uważa za negatywne lub złe, takich jak seks lub władza”. Choć Ingram oferuje milczące odosobnienia, obejmujące dialog a nie ściśle określone praktyki, to przyznaje że „niektórzy na intensywnej praktyce mogą skorzystać”.

Kiedy Howie Cohn, jeden z założycieli Spirit Rock Center a zarazem nauczyciel, spotkał Poonjaji w 1990 r., miał już za sobą wcześniejsze doświadczenie rozległego, głębokiego wglądu zgodnego z tym, jak widzi to tradycja wipassany. Tym niemniej rozczarowały go dogmatyzm i sztywność jednego z jego azjatyckich nauczycieli, a jego wiara w praktykę zaczęła słabnąć. Poonjaji spytał go, dlaczego przyszedł.

– Już wiem, że poszukujący i poszukiwane są jednym i tym samym – odparł Cohn – tym niemniej jeśli przemierzyłem cały glob, żeby się z tobą spotkać, to chyba wciąż jeszcze czegoś szukam…

– Usuń poszukującego i usuń szukane – powiedział Poonjaji.

Jak mówi Cohn, usłyszawszy te słowa doświadczył ustania świadomości oraz rozpłynięcia się umysłu i ciała, dokładnie tak, jak przydarzyło mu się to kiedyś w przeszłości, pod koniec trzymiesięcznego odosobnienia. – Lecz tym razem zdałem sobie sprawę, że nie zależało to od form, takich jak praktykowanie siedząc czy też odosobnienie. To była właśnie moja natura. Nie musiałem robić niczego ani nigdzie iść, by tego doświadczyć. – Choć nie praktykował formalnej medytacji, to jego umysł przez miesiąc pozostał w stanie głębokiego wyciszenia.

– Poonjaji zachęcał mnie, bym kontynuował to co robiłem – mówi Cohn – więc wróciłem do nauczania wipassany. Lecz teraz nacisk kładziony jest na przypominanie ludziom, że nie istnieje żadne miejsce, do którego należy zdążać i nie ma stawania się czymś. Często mówię, że jesteś zanurzony w tym, czego szukasz i że praktyka może pomóc ci w zobaczeniu tego, przyzwyczajeniu się do tego i w ustabilizowaniu rozpoznawania tego. Jeśli będę w stanie należycie to wyrazić, praktyka medytacji zbliży ludzi do miejsca, w którym już są i sprawi, by przebudzili się z wyobrażania sobie, że są kimś z przeszłością i przyszłością.

Zainspirowani kontaktem z adwaitą wedantą, buddyjscy nauczyciele tacy jak Cohn, Douglas i Wheeler praktykują i nauczają medytacji nie jako progresywnej ścieżki wiodącej do samodoskonalenia, lecz jako okazji do powtórnego, bezpośredniego nawiązania kontaktu z naszą bezczasową naturą. Jak mówi Cohn: – W trakcie odosobnień wipassany, które prowadzę, ludzie często zauważają, że wysiłek stawania się zaczyna zanikać, że poszukujący umysł słabnie i zaczyna im świtać, że są już kompletni dokładnie takimi, jakimi są.

(stephan bodian)

koniec części drugiej i ostatniej

część pierwsza