Tagi

, , , , ,

Tresura i marzenie planety

Czy rzeczy s2014-07-27 09.22.35ą takie, jakimi je widzimy i czujemy, czy też w zasadzie interpretujemy je zgodnie z tym, jak nauczono nas je interpretować?

Dla tysiącletniej kultury Tolteków (Meksyk) „rzeczywistość”, którą w społeczeństwie postrzegamy jako taką, jest niczym więcej jak zbiorowym snem, śnionym przez Ziemię. Od chwili narodzin interpretujemy rzeczywistość w oparciu o konwencje – świat dorosłych mówi nam, przykładowo, czym jest stół, a czym ubranie, lecz zarazem wskazuje nam, co jest „dobre”, a co „złe” i mówi, kim jesteśmy i gdzie nasze miejsce w świecie (rodzina, szkoła, praca). Proces ten Miguel Ruiz, filozof meksykański pochodzenia tolteckiego, nazywa tresurą.

„Tresura jest tak obezwładniająca, że w którymś momencie naszego życia już nie potrzebujemy nikogo, kto by nami zawiadywał. Nie musi już tego robić nasza mama czy tata, szkoła czy kościół. Zostajemy tak dobrze wyszkoleni, że przeistaczamy się w naszego własnego poskramiacza. Stajemy się stworzeniem samookiełznującym”.

Sędzia i ofiara

W trakcie tej tresury w naszej osobowości pojawia się sędzia i ofiara. Sędzia reprezentuje w naszym umyśle tę skłonność, która bezustannie przypomina nam o kodeksie praw, rządzących naszym życiem, o tym, co złe i tym, co dobre – nagradza nas albo, co zdarza się częściej, karze. Ofiara to ta część każdej z nas, która cierpi wskutek wymagań swojego własnego, wewnętrznego sędziego. Cierpimy, żałujemy, winimy się i karzemy za to samo raz za razem, gdy powraca do nas tego wspomnienie.

W wyniku działania tego mechanizmu w naszym życiu zaczyna gościć strach. Strach i wymagania, jakie sobie stawiamy, stają się najgorszymi wrogami naszego postrzegania i – w ostatecznym rozrachunku – naszego życia. W trakcie procesu okiełznania tworzymy w sobie umysłowy obraz doskonałości, co samo w sobie jeszcze nie jest takie złe – w znaczeniu drogi, którą chcemy kroczyć. „Problem w tym, iż – jako że nie jesteśmy doskonali – odrzucamy samych siebie. A stopień odrzucenia zależy od tego, jak skuteczni byli dorośli w złamaniu naszej integralności”, pisze Miguel Ruiz.

Jeśli kodeks praw rządzących naszym życiem (nasza moralność, logika, nasz „zdrowy rozsądek”) nie spełnia swojego celu, który zasadniczo miałby przekładać się na uczynienie nas szczęśliwymi i harmonijnymi, to dzieje się tak dlatego, iż ani chybi kodeks ów nie działa. A ponieważ nie działa, należy go zmienić. Możemy tego dokonać, rewidując nasze konwencje (nasze „jedynie słuszne” interpretacje, „nasz” system „wartości”), demaskując te, które nic wartają i zastępując je innymi.

Filozofia toltecka ma dla nas cztery zasadnicze konwencje:

1. Bądź bez zarzutu w tym, co mówisz

Słowa posiadają wielką moc twórczą: tworzą światy, rzeczywistości i – przede wszystkim – emocje. Słowa są magiczne: z niczego i bez jakiejkolwiek materii można przekształcać do woli, co się chce. Czy wykorzystamy je jako magię białą czy czarną, zależy od każdej z nas. Używając słów możemy kogoś uratować, sprawić że poczuje się dobrze, przekazać mu nasze wsparcie, miłość, podziw, akceptację, ale możemy też zrujnować jego samoocenę, zniweczyć nadzieję, skazać na porażkę, zniszczyć. To samo odnosi się do nas samych: słowa, które wymawiamy lub myślimy, tworzą nas każdego dnia. Skarga przeobraża nas w ofiary; krytyka czyni z nas aroganckiego sędziego; maczystowski język zamyka nas w androcentrycznym świecie, gdzie mężczyzna jest miarą i centrum wszystkich rzeczy, a dyskredytująca autowiktymizacja („o ja biedny”, „wszystko robię źle”, „ale mam pecha”) z góry skazuje nas na porażkę.

Jeśli będziemy świadomi mocy naszych słów i ich wielkiej wartości, będziemy używać ich z uwagą, wiedząc, że każde z nich coś tworzy. Stąd też propozycja Miguela Ruiza brzmi następująco: „Używaj odpowiednich słów. Wykorzystuj je, by dzielić się miłością. Użyj białej magii, zaczynając od siebie. BĄDŹ BEZ ZARZUTU W SWOICH SŁOWACH”.

2. Nie bierz do siebie nic osobiście

Każdy z nas żyje w swoim własnym filmie, którego jest głównym bohaterem. Każdy uczestniczy w swojej własnej odysei, żyjąc swoim własnym życiem i rozwiązując swoje konflikty i niedole. Każdy chce wznieść się ponad zbiorowy sen i być szczęśliwy. I każdy robi to najlepiej, jak potrafi, w zależności od okoliczności i w ramach swoich ograniczeń.

W tym filmie, który czynimy z naszego życia, wszyscy inni są tylko statystami lub w najlepszym wypadku aktorami drugoplanowymi. Jeśli ktoś mnie znieważy na ulicy (lub też ja to tak postrzegam), prawie z całą pewnością nie ma to nic lub prawie nic wspólnego ze mną – to po prostu reakcja tej osoby na coś, co ma miejsce na zewnątrz (zły dzień w związku lub w pracy, kłótnia z córką), lub też – co bardziej prawdopodobne – wewnątrz (zafrasowanie, trwoga, frustracja, niecierpliwość, niestrawność albo ból głowy).

Niecierpliwość lub wymagania ze strony partnera, sąsiadki z piętra lub kasjerki w hipermarkecie, krytyka ze strony dziecka lub w pracy – żadna z tych rzeczy nie ma charakteru osobistego. Każda z tych osób reaguje na to, co dzieje się w ich własnym filmie.

Zarówno za zewnątrz jak i wewnątrz mnie czy ciebie jest dużo czarnej magii. W każdym z nas, w jakimś momencie naszego życia, o jakiejś porze dnia. Wszyscy w którymś momencie jesteśmy „wampirami emocjonalnymi”. „Branie rzeczy do siebie sprawia, że stajemy się łatwym łupem takich wampirów, czarnych magów… Wchłaniasz w siebie te ich emocjonalne śmieci i przekształcasz w swoje własne brudy. Jednak jeśli nie będziesz traktowała tego osobiście, będziesz odporna na działanie wszelakiej trucizny, choćbyś się znajdowała w samym środku piekła”, zapewnia Miguel Ruiz.

Zrozumienie i przyjęcie tej konwencji daje nam wielką wolność. “Kiedy przyzwyczaisz się, by nie brać niczego do siebie osobiście, przestaniesz odczuwać potrzebę zwracania uwagi na to, co inni w związku z tobą robią lub co na twój temat mówią. Nigdy nie ponosisz odpowiedzialności za słowa i czyny innych, jedynie za swoje własne. Będziesz mogła powiedzieć „kocham cię” bez strachu, że zostaniesz odrzucona lub ośmieszona. Zawsze będziesz mogła słuchać głosu swego serca.

Co się tyczy opinii innych, czy to pozytywnych czy też negatywnych, lepiej nie być od nich zależną. To inny film. NIE BIERZ DO SIEBIE RZECZY OSOBIŚCIE.

3. Nie zakładaj niczego z góry

Mamy tendencję do wydawania sądów i wyciągnia wniosków na wszelakie tematy. Problem w tym, że postępując tak wierzymy, iż nasze przypuszczenia to pewnik i w oparciu o nie konstruujemy całą rzeczywistość. I nie zawsze jest ona pozytywna lub wsparta na zaufaniu i miłości – częściej jej wyznacznikami będzie strach i nasza własna niepewność.

Wnioskuję, że ktoś pogniewał się na mnie, ponieważ gdy się mijaliśmy, nie odpowiedział na moje powitanie i w oparciu o to mój umysł buduje cały świat. I palę mosty między mną a drugą osobą, co potem trudno odczynić. To samo dotyczy mojego partnera, sąsiadki, szkoły. Tworzymy rzeczywistości w oparciu o komentarze lub luźne elementy (jeśli nie o złośliwe plotki).

„Sposób na uniknięcie przypuszczeń to zadawanie pytań. Upewnij się, że wszystko jest jasne… i nawet wówczas nie zakładaj, że wiesz wszystko na dany, konkretny temat” – podkreśla Miguel Ruiz. W ostateczności, jeśli twoim światłem przewodnim jest dobra wola, zawsze pozostaje ci zaufanie… i akceptacja.

Nigdy to, co dzieje się na zewnątrz, nie odnosi się do ciebie osobiście. W każdym bądź razie NIE WYCIĄGAJ POCHOPNYCH WNIOSKÓW.

4. Zawsze rób wszystko najlepiej jak potrafisz

Dzięki czwartej i ostatniej konwencji poprzednie trzy przeistoczą się w głęboko zakorzenione nawyki – daj z siebie zawsze maksymalnie wszystko i rób to najlepiej, jak potrafisz. Wówczas, niezależnie od wyniku, zaakceptujemy konsekwencje tego, co się wydarzy bez płaczu i zgrzytania zębów. Robienie czegoś najlepiej jak potrafimy nie oznacza, że i ty i ja musimy robić to tak samo, ani nawet, że moja reakcja w danej chwili będzie musiała być taka sama jak i wtedy, kiedy jestem zmęczona i niewyspana albo dla odmiany pełna miłości i zaufania oraz niezwykle hojna. Można powiedzieć, że w każdej chwili naszego życia jesteśmy inni, w zależności od okoliczności i konkretnych ograniczeń. Na coś, co interpretujemy jako “prowokację” możemy nieraz zareagować uśmiechem ironicznym albo rozbawionym, poczuciem humoru albo prowokującym wybuchem śmiechu czy też wręcz krzykiem. Jednak zawsze możemy spróbować używać słów świadomie, nie brać niczego do siebie i nie wyciągać przedwczesnych wniosków… w ramach naszych fizycznych i psychicznych ograniczeń, w zależności od danej chwili. Jeśli podejmiemy ten wysiłek, najlepiej jak potrafimy, samo w sobie będzie to już wystarczające.

„Nie ma wątpliwości, że aby z powodzeniem zastosować się do tych konwencji, musimy wykorzystać całą moc, którą dysponujemy. Zatem kiedy upadniesz, nie wiń się. Nie daj swojemu wewnętrznemu sędziemu satysfakcji ze zrobienia z ciebie ofiary. Po prostu zacznij na nowo, od początku”.

Dzięki praktyce za każdym razem będzie to coraz łatwiejsze, aż do chwili gdy ku swojemu zdumieniu zdasz sobie sprawę, że przyswoiłaś sobie te cztery konwencje i stały się one częścią twojego sposobu bycia. Po prostu taka będziesz. I bez wątpienia nasze życie będzie prostsze i bardziej satysfakcjonujące – zarówno dla nas samych jak i otaczających nas osób.

(los cuatro acuerdos de Miguel Ruiz)