Tagi

, , , , , ,

brak „ja”, brak formy, brak celu – Thich Nhat Hanh o prawdzie, od której sami uciekamy

2014-07-12 22.41.21Pojęcia dualistyczne, takie jak narodziny i śmierć, byt i niebyt, identyczność i odmienność, przychodzenie i odchodzenie są przyczyną wszelkich nieszczęść. Medytacja nad trzema bramami wyzwolenia pomaga nam w odrzuceniu tych pojęć. Trzy bramy wyzwolenia, o których naucza się w każdej buddyjskiej tradycji, to: pustka (emptiness, siunjata), bezznakowość (signlessness, animittata) i brak pożądania (aimlessness, apranihitata). Kontemplacja tych trzech głębokich prawd może pomóc nam w wyzwoleniu się od strachu i cierpienia. Są naszą drogą do wolności.

Żyjąc pełnią obecności i pozostając skoncentrowanym, dostrzegamy głębszą rzeczywistość i jesteśmy w stanie doświadczyć nietrwałości bez strachu, złości czy też rozpaczy. Nirwana nie jest miejscem, do którego się można udać. To nie coś, znajdujące się w przyszłości, co próbujemy osiągnąć. Nirwana jest dla nas dostępna już teraz. Pustka, bezznakowość i brak pożądania zwane są trzema bramami wyzwolenia, ponieważ jeśli będziemy nad nimi medytować, wyzwolą nas od wszelkich form myślenia osądzającego i w rezultacie będziemy mogli dotknąć naszą prawdziwą naturę.

Brak „ja”

Doskonałe zespolenie w pustce

Pierwszą bramą wyzwolenia jest pustka. Pustka nie jest filozofią – to opis rzeczywistości. Przypuśćmy, że mamy dwie szklanki: jedną pełną herbaty i drugą bez herbaty. Zapewne opiszesz szklankę bez herbaty jako pustą, lecz pustą w jakim znaczeniu? W szklance nie ma herbaty, lecz jest ona wypełniona powietrzem. No i wciąż pozostaje sama szklanka, z herbatą czy bez. Pustka nie oznacza niebytu. Jest wielka różnica pomiędzy pustką a nieistnieniem. Aby być pustym, musisz istnieć.

Pustka zawsze jest pustką czegoś, tak samo jak świadomość jest zawsze świadomością czegoś. Kiedy spoglądamy na piękną chryzantemę widzimy, że w kwiecie tym zawarty jest cały kosmos: chmury, światło słońca, gleba, minerały, przestrzeń i czas. Kwiat nie może istnieć sam z siebie. Szklanka, kwiat i wszystko w nas i wokół nas oraz my sami nie posiadamy tylko jednego – niezależnego, oddzielnego istnienia.

Najprostszym opisem pustki w naukach Buddy jest zdanie: „To jest, ponieważ tamto jest”. Kwiat nie może istnieć sam z siebie. „Istnienie” oznacza jedynie „współistnienie”. Bycie samemu sobie jest niemożliwe – poza tym w kwiecie jest wszystko; jedyną rzeczą, której kwiat jest pozbawiony jest on sam.

Patrząc w ten sposób zaczynamy widzieć, że wszystko posiada naturę pustki. Czasami ta natura pustki zwana jest brakiem „ja” (anatta). Lecz nie martwmy się – „brak ‘ja’” nie oznacza, że nie istniejemy. Tak, jak nie przestaje istnieć szklanka, w której nie ma herbaty, tak samo nie przestajemy istnieć my, nawet jeśli nie posiadamy odrębnej jaźni.

Kiedy patrzymy na coś, co się dzieje, uważamy, że kryje się za tym jakiś niezależny sprawca. Jednak wiatr wieje, choć tak naprawdę nie ma żadnego dującego. Jest tylko wiatr i gdy nie wieje, nie jest żadnym wiatrem. Gdy coś myślimy, może wydawać się nam, że niezależnie od myśli istnieje ktoś, kto ją sobie myśli. Lecz tak, jak nie znajdziemy dującego, istniejącego niezależnie od wiatru, ani deszczowca, kryjącego się za deszczem, tak samo nie ma myśliciela, który istniałby niezależnie od myśli. Kiedy coś myślimy, jesteśmy tymi myślami. My i nasze myśli nie są rozłączne. Kiedy coś mówimy, jesteśmy słowami – nie ma mówcy istniejącego poza słowami. Kiedy coś robimy, jesteśmy naszym działaniem. Nie ma sprawcy, istniejącego poza akcją.

Jest taka strofa, recytowana czasem przed pokłonieniem się figurze Buddy:

Ten, który się pokłania
I ten, któremu się pokłaniamy
Są obaj puści z natury
Dlatego też zespolenie między nami
jest nieopisanie doskonałe

Budda składa się wyłącznie z elementów nie będących buddą (non-budha elements), tak samo jak ja składam się tylko i wyłącznie z elementów nie będących mną (non-me elements). Jeśli usuniemy ze mnie elementy, którymi nie jestem – słońce, brud, śmieci, minerały, wodę, moich rodziców i ludzi, którzy mnie otaczają – nie pozostanie nic. Zespolenie jest doskonałe, kiedy zrozumiemy, że ten, kto się pokłania i ten, któremu się pokłaniamy są obaj puści. Oto medytacja.

Kiedy patrzymy na dziecko, widzimy, że jesteśmy w pełni obecni w każdej jego komórce. Jeśli nie rozumiemy, dlaczego dziecko to zachowuje się czasami w określony sposób, warto pamiętać, że nie posiada ono odrębnej jaźni. Są w nim jego rodzice i przodkowie. Kiedy ono chodzi i rozmawia, oni też chodzą i rozmawiają.

Kiedy spojrzymy na otaczających nas ludzi z tej perspektywy, a nie z punktu widzenia złości i przywiązania, będziemy mogli cieszyć się owocem kontemplacji pustki.

Brak formy

Cudowna podróż przez bezznakowość

Drugą bramą wyzwolenia jest bezznakowość. Znak określa wygląd czegoś, jego formę. Rozpoznajemy rzeczy w oparciu o określający je znak, lecz często dajemy się zwieść zewnętrznej formie rzeczy. Budda powiedział: „Tam, gdzie jest znak jest też i fałsz”.

Na przykład, kiedy patrzymy na niebo, dostrzegamy jakąś konkretną chmurę. Lecz jeśli będziemy patrzeć przez odpowiednio długi czas, zauważymy że obserwowana przez nas chmura znika. Stała się deszczem, mgłą czy też śniegiem i nie możemy jej już dostrzec.

Jeśli przywiązałeś się do tej chmury, pomyślisz: „Oh, moja kochana chmuro, gdzie się podziałaś? Tęsknię za tobą. Przeszłaś z bytu do niebytu. Nigdzie cię nie widzę!”. Być może nie doświadczysz tego wobec chmury, lecz z pewnością stanie się tak, kiedy stracisz kogoś bliskiego. Jeszcze wczoraj twoja przyjaciółka pozostawała przy życiu. Teraz wygląda na to, że przeszła z bytu do niebytu.

Faktem jednak jest, że nasza chmura wciąż tam jest, ponieważ chmura nie może umrzeć. Może stać się śniegiem, gradem lub deszczem, lecz nie stanie się niczym. Bliska ci osoba wciąż gdzieś tam jest. Jeśli posiądziesz mądrość bezznakowości, będziesz mógł nadal dostrzec ją w jej nowej formie.

Wyobraź sobie, że nalewam herbatę z czajniczka do pustej szklanki. Gdy ją piję, zmienia swą formę. Jeśli daję wykład wkrótce po tym, jak wypiłem herbatę, będzie w nim też odrobina herbaty. Tak więc herbata jest nie tylko w naczyniu. Jest w drodze. Podróżuje i ma wiele form. Jest to prawdą również w naszym przypadku. Jesteśmy nie tylko ciałem, myślami i odczuciami, które posiadamy akurat w tej chwili. Każda myśl, słowo i działanie, które wytwarzamy trwają nadal, także po tym, jak nasze ciało uległo dezintegracji. Nie musimy martwić się tym, że przestaniemy istnieć. Nasze formy ulegają zmianie, lecz nic się nie zatraca. Niezależnie od tego czy chmura jest w postaci chmury, deszczu, rzeki, czy też herbaty, wciąż kontynuuje swą cudowną podróż.

Brak celu

Szczęście braku pożądania

Trzecią bramą wyzwolenia jest brak pożądania. Brak pożądania oznacza, iż nie stawiasz przed sobą niczego, do czego miałbyś dążyć. To, czego szukasz nie znajduje się gdzieś na zewnątrz – już tu jest. Już jesteś tym, czym chcesz zostać. Skupienie się na braku pragnienia uwalnia cię od tęsknot i pożądania czegoś, kiedyś w przyszłości i gdzieś indziej.

Może się zdarzyć, że pędzisz przez całe życie, zamiast nim żyć. Może się zdarzyć, że uganiasz się za szczęściem, miłością, romantyzmem, sukcesem czy przebudzeniem. Skupienie się na braku celu polega na tym, że usuwasz obiekt swoich dążeń, punkt docelowy. Jeśli uganiasz się za Buddą, wiedz że Budda jest już w tobie. Jeśli poszukujesz szczęścia, wiedz że szczęście osiągalne jest tutaj i teraz.

Ten wgląd pomaga ci zakończyć bieg. Spełnienie i szczęście, których szukałeś osiągniesz tylko wtedy, gdy przestaniesz biec. Fala nie ma potrzeby by się przemieszczać i szukać wody. Jest wodą dokładnie tutaj i w tej chwili. Cedr nie pragnie być sosną, cyprysem czy też ptakiem. Jest doskonałą manifestacją kosmosu takiego, jaki jest. I ty jesteś przejawem kosmosu. Jesteś doskonały taki, jaki jesteś.

Uczy się nas byśmy myśleli, że jeśli nie będziemy posiadali celu, to donikąd nie dojdziemy. Lecz dokąd zdążamy? Myślimy, że urodziliśmy się po to, by przed śmiercią czegoś dokonać. Załóżmy, że nakreślimy linię – od lewej do prawej – przedstawiającą bieg czasu. Zaznaczamy jeden punkt – powiedzmy punkt N – i nazywamy go narodzinami. Ktoś w tym momencie przychodzi na świat. Wyrabiamy dla tej osoby świadectwo narodzin, sądząc iż istnieje ona poczynając od punktu B. Lecz w rzeczywistości to dziecko już tam było. Jego zalążki, w innych formach, istniały już przed momentem poczęcia. Punkt B jest momentem kontynuacji. Nie ma początku.

Myślimy, że nadejdzie chwila, kiedy przestaniemy istnieć. Na wyimaginowanej linii zaznaczyliśmy np. punkt Ś – śmierć. Sądzimy, że w chwili narodzin przeszliśmy z niebytu do bytu i uważamy, że w chwili śmierci przejdziemy od bytu do niebytu. Przyglądając się dogłębnie naszym pojęciom bytu i niebytu, świadomi pustki i bezznakowości wszystkiego, dotykamy rzeczywistości nie-narodzin i bez-śmiertnej natury wszechrzeczy.

Gdy przejdziemy przez bramy wyzwolenia, wygasimy wszelkie pojęcia. Zanika powód do strachu. Jeśli fala wie jak falować, znajduje radość we wznoszeniu się i opadaniu. Nie boi się bycia i niebycia. Nie obawia się przypływu i odpływu. Potrafi dotknąć ocanu w niej samej. Trzy bramy wyzwolenia przypominają nam, że w niczym nie różnimy się od fali: jesteśmy puści, bez określonej formy i w każdej chwili zdolni dotknąć tego, co fundamentalne i co jest istotą nas samych.

(thich nhat hanh, „the doors of liberation”, str. 57-59, shambala sun. buddhism, culture, meditation, life; may 2014)