Tagi

, , ,

2014-05-14 10.02.47Wszyscy mamy jakieś wyobrażenie doskonałości; pogląd na to, jak wszystko powinno wyglądać i w związku z tym poświęcamy ogromne ilości czasu i energii próbując tak nagiąć okoliczności, by dopasowały się do tej idei; naszą rodzinę, przyjaciół, partnerów i kolegów, naszą pracę i społeczne układy. Nic nie może wymknąć się naszemu pragnieniu bycia szczęśliwym, a wiedzie ku temu kontrolowanie wszystkiego tego, co – jak sądzimy – potrzebujemy, by osiągnąć szczęśliwość. To nieustanna walka. Dążenie do doskonałości na przekór realiom życia.

Tym niemniej doskonałość, tak jak się ją zazwyczaj rozumie, to tylko idea. To tylko koncept i nie tylko nie da się go zrealizować w żaden rzeczywisty i trwały sposób, ale też nasze o niej wyobrażenie podlega ciągłym zmianom.

To, co uszczęśliwia nas przy jednej okazji, niekoniecznie odniesie taki sam efekt za drugim razem, dlatego też zmieniamy nasze wymagania. Nasz umysł wciąż się porusza. Myśli, odczucia, nastroje i emocje przychodzą i odchodzą bez końca i to, co w danym momencie było niezbędne aby nasza idea perfekcji mogła się spełnić, wciąż się zmienia i dostosowuje do tego, by zaspokoić nasze potrzeby i pragnienia.

I nawet jeśli zdołamy tak podziałać i zmanipulować daną sytuację, aby wszystko wydawało się doskonałe, to zawsze pojawi się coś, co wejdzie jej w drogę. Dzwonek telefonu w momencie, gdy w końcu uda nam się rozłożyć wygodnie w wannie z gorącą wodą na zakończenie długiego, ciężkiego dnia, albo potrzeba wstania i zrobienia sobie filiżanki herbaty, kiedy akurat odpoczywamy, lub też po prostu potrzeba pójścia do toalety w środku naszego ulubionego programu. Stan doskonały, nawet jeśli możemy się o niego otrzeć, wciąż nam umyka.

Podobnie może być z praktyką medytacji. Kiedy próbujemy tak zaaranżować okoliczności, by były dla nas doskonałe; znaleźć taką porę, kiedy będziemy mogli być sami, w przytulnym otoczeniu, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzać – wtedy będziemy mogli naprawdę praktykować; wtedy naprawdę będziemy mogli obserwować umysł. Lecz umysł, któremu się przyglądamy w medytacji, nie jest jakimś specjalnym umysłem. To nie jest coś, co pojawia się tylko wtedy, gdy siedzimy spokojnie. To umysł, który zawsze jest z nami. Czy siedzimy w spokoju, czy też nie, on zawsze zjawia się sam z siebie, wypełniony myślami, dystrakcjami, odczuciami przyjemnymi i odczuciami nieprzyjemnymi – a także pragnieniem doprowadzenia do tego, by wszystko było doskonałe!

Jeśli postanowiliśmy kroczyć duchową ścieżką samopoznania, musimy zdać sobie sprawę, że niezależnie od tego, czy medytujemy siedząc czy też nie, możemy kontynuować praktykę pozostawania świadomym. W ostatecznym rozrachunku fizyczne ułożenie naszego ciała bardzo niewiele znaczy.

Kiedyś w Indiach zapytano młodego nauczyciela, wyuczonego w religijnej odmianie buddyzmu, czy wieloryby i delfiny mogą doznać przebudzenia. To bardzo inteligentne stworzenia i jednemu ze studentów to pytanie wydało się stosowne. Tym niemniej, po długim milczeniu, nauczyciel odparł: „Nie, wieloryby i delfiny nie mogą zostać oświecone, ponieważ nie potrafią siedzieć w pełnym lotosie i nie mogą pokłonić się Buddzie”.

Lepiej nic nie mówić, niż udzielić takiej odpowiedzi.

Budda powiedział, że świadomość jest wszystkim.

Dostrzeżenie natury umysłu i życie z nim w zgodzie jest owocem tej praktyki. Nie ciągłe dążenie do realizacji ograniczonego wyobrażenia o tym, jak wszystko powinno wyglądać, lecz pozostawanie w zgodzie z rzeczami takimi, jakie są – oto doskonała praktyka. Oczywiście takie podejście czegoś od nas wymaga. Wymaga poddania się.

W potocznym rozumieniu słowo „poddać się” oznacza oddanie, wbrew naszej woli, czegoś, czego naprawdę pragniemy. Czujemy potrzebę posiadania danego przedmiotu, idei, uczucia lub emocji i w wyniku niezależnych od nas zdarzeń to coś zostaje nam zabrane. To jak z żołnierzami na polu bitwy. Gdy wystrzelone zostały wszystkie kule, pozostaje tylko kapitulacja. Poddanie się.

Tym niemniej w znaczeniu duchowym termin „poddać się” oznacza coś innego. Oznacza odpuszczenie. Pozostawanie w harmonii. Zaprzestanie walki z życiem i osiągnięcie spokoju. Dokonywanie wyborów i podejmowanie decyzji wtedy, kiedy to możliwe, lecz nie cierpienie, gdy musimy zaakceptować okoliczności, których zmienić nie możemy. Poddanie się oznacza bycie zrównoważonym. Kontrolowanie naszego życia. Rzeczywistą kontrolę – nie świata zewnętrznego, lecz świata wewnętrznego. Naszych odpowiedzi i reakcji.

Wszystko, czego doświadczamy wydarza się w naszym umyśle. Złość, strach, frustracja i wszystkie nasze negatywne stany mentalne zaczynają się i kończą w nas samych. Nikt ich nam nie daje i nikt nie może ich nam zabrać. Sami sobie to robimy. W miarę, jak zaczynamy to rozumieć, możemy ze spokojem je odpuścić. Nie próbując odpychać ich z nastawieniem: „Nie powinnam w ten sposób odczuwać”, lecz widząc je takimi, jakimi w istocie są – bezosobowymi poruszeniami umysłu, a nie „mnie”, „moimi”, czy tego, czym „jestem”.

Są jak goście w naszym domu. Być może ich nie lubimy, lecz możemy być grzeczni i uprzejmi. Nie musimy prosić ich, by zostali, lecz też nie musimy ich od razu wyrzucać. W końcu, i bez afer, zmęczą się i same odejdą. Tak samo jest ze szczęściem. Zaczyna się i kończy w nas samych. Nikt nam go nie da i nikt nie może nam go zabrać. Lecz jeśli uważamy, że nasze szczęście zależy od jakichś okoliczności, to wtedy zawsze możemy je utracić. Ktoś lub coś może je nam zabrać.

Ten rodzaj szczęścia, powstały na drodze naszych poszukiwań doskonałości jest wielce powierzchowny i oczywiście nie ma trwałego charakteru. Jeśli ktoś może je dać, to ktoś może je na powrót zabrać.

Prawdziwe szczęście pochodzi z dharmy [w buddyjskiej tradycji Therawady oznacza to ostateczną bądź absolutną prawdę, kryjącą się za fasadą rzeczy]. Kiedy punktem wyjścia jest spokój i akceptacja, wszystko toczy się swoim rytmem. Cokolwiek by się nie działo, możemy być szczęśliwi. Nie próbując tworzyć świat, gdzie wszystko jest takie, jak nam się wydaje, że powinno być, leż pozostając w zgodzie z rzeczami takimi, jakie są.

Brak walki. Brak zmagań.

Opadające z drzewa liście nie są problemem. Jest nim patrzenie, jak leżą na ziemi i żałowanie, że tam są.

To, czy inni widzą rzeczy na nasz sposób nie jest problemem – jest nim odczuwanie potrzeby sprawienia, by tak je postrzegali.

Otwórz swe serce poprzez praktykę, odpuszczając pragnienie stworzenie doskonałego świata na swoją miarę i poczuj spokój. Perfekcja, jakby nie było, to tylko pojęcie. Tę prawdziwą dostrzeżemy, gdy zobaczymy, że wszystko jest już doskonałe tak, jak jest.

(michael kewley)