poczęstuj się moimi słowami

Wyobraź sobie że:

Jesteś duchowym nauczycielem. Obdarte dziecko, przymierające głodem, dygoczące z przenikliwego zimna podchodzi do ciebie. Pyta cię, dlaczego na świecie jest cierpienie i czy mamy jakąkolwiek kontrolę nad naszym życiem…

Lecz ty nie słyszysz, o co tak naprawdę to dziecko cię pyta, czyż nie? Odgrywasz wspaniale swoją rolę „duchowego nauczyciela”, to fakt, ale sytuacja być może wymaga czegoś zupełnie innego i możliwe, że w swoim pędzie do podtrzymania wizerunku nie zauważasz czegoś najważniejszego.

Potrafimy tak bardzo zatracić się w naszych duchowych historiach, czyż nie? I nieraz zapominamy, że ten ktoś przed nami po prostu potrzebuje ciepłego posiłku, schronienia na noc, praktycznej pomocy – ludzkiego wsparcia. I wtedy, być może, kiedy zostaną zaspokojone podstawowe potrzeby, otworzy się na coś innego, kto to wie. Lecz to wszystko to myślenie przyszłościowe. A co jest tutaj, właśnie teraz?

Udzielasz mu obszernych nauk o zawiłościach świadomości, doskonałości „tego, co jest”, paradoksie Absolutu i Relatywizmu, korzyściach przebudzenia się do jej prawdziwej natury. Opowiadasz jej historię o swoim własnym przebudzeniu, jak twoje życie zmieniło się nie do poznania wiele lat temu, w jak głębokim pokoju żyjesz teraz, jak odmieniasz życie swoich studentów.

Przypominasz mu o złudzeniu wyboru, o tym że w rzeczywistości nie ma ani przeszłości ani przyszłości, że jest tylko Teraz. Opowiadasz mu o cierpieniu, o tym, że w ostatecznym rozrachunku wszystko jest tylko złudzeniem, o tym, że cierpimy tylko wtedy, kiedy jesteśmy na bakier z życiem, kiedy dajemy się porwać myślom i odczuciom, kiedy przestajemy widzieć „to, co jest” przed nami w tej chwili. Sugerujesz, że powinno zaakceptować „to, co jest” i przestać snuć swoje opowieści.

Dziecko odchodzi. Czujesz się zadowolony – przemówiła przez ciebie bezkompromisowa Prawda. Właśnie przyczyniłeś się do jego przebudzenia. Lub też tak ci się wydaje.

Pamiętaj – to dziecko nie nakarmi się twoimi słowami. Umrze z głodu jeśli nie dostanie jedzenia. Słowa nie zapobiegną temu, by zamarzło na śmierć tej nocy. Czy naprawdę prosiło o więcej słów? Czy tego naprawdę wymagała sytuacja?

Nauczanie to nie prawienie kazań, to nie klepanie wciąż tego samego. To coś żywego. Wypływającego z widzenia – z głębokiej wrażliwości wobec osoby stojącej przed tobą. Z dogłębnego słuchania. Pogodzenia prawdy z rozkładem zajęć. I chęci porzucenia „wizerunku”, który przywdziewasz, nawet tego, że jesteś nauczycielem znającym na wszystko odpowiedzi.

Czy jesteśmy w stanie naprawdę, teraz, słuchać?

Jeff Foster
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s