Tagi

, , ,

2014-05-09 08.30.52Oczywiście, że nieraz przygotowujesz sobie to, co powiesz. Słuchasz, jak twój przyjaciel mówi, a jednocześnie przygotowujesz swoją odpowiedź (co oznacza, że tak naprawdę nie słuchasz go, ale na razie tę kwestię pozostawmy na boku). Lecz zauważ, że nie wiesz, co pomyślisz, zanim tego nie pomyślisz. Skąd przychodzą myśli? To ten sam przypadek – po prostu pojawiają się, w pełni sformułowane. Myślenie to po prostu swoista odmiana mowy, kiedy to mówisz sam do siebie. „Ty” (świadome ty) nie ma żadnego udziału w powstawaniu twoich myśli. „Ty” (świadome ty) po prostu zauważa je, w miarę jak się pojawiają. Gdyby „ty” (świadome ty) rzeczywiście produkowało myśli, byłbyś wtedy w stanie kontrolować to, co myślisz, a nie znajdować się w tej dziwnej sytuacji, gdzie [podczas medytacji] próbujesz zwracać uwagę na swój oddech, a zamiast tego jesteś bombardowana ciągłym strumieniem wewnętrznej paplaniny.

Innym uderzającym przykładem na to, że „ty” tak naprawdę nie sprawujesz kontroli jest zauważanie ciała w działaniu. Zachęcam studentów, by zdawali sobie sprawę z tego, że ciało robi różne rzeczy z siebie samego. Tak naprawdę nie zauważasz, jak oczy poruszają się w tę i w tamtą stronę, idąc za tekstem w dół ekranu. Z pewnością nie wydawałaś świadomych poleceń swoim oczom, by to robiły. W istocie rzeczy twoje oczy bez przerwy wykonują drobne, drgające ruchy, zwane sakadami, które są całkowicie poza twoją kontrolą. Kto czyta?

Kiedy idziesz, przyłap się na tym, jak poruszasz nogami (pewnie o czymś rozmyślałeś i tylko mgliście zdawałeś sobie sprawę z tego, że przebierasz nogami) i zauważ, że nie wydawałeś żadnych świadomych instrukcji licznym muskułom twoich nóg, które tym niemniej z powodzeniem wykonywały zadanie przemieszczenia cię z punktu A do punktu B. Kto idzie?

Kiedy prowadzisz samochód, zwróć uwagę jak twoje dłonie, ramiona, nogi i głowa płynnie współpracują by kontrolować pojazd. Może się nawet zdarzyć, że jesteś pogrążony w myślach i całkowicie nieświadom tego, że prowadzisz. Kto prowadzi?

Część twojego umysłu, za każdym razem gdy zauważasz, że wykonujesz jakieś działanie, twierdzi że to ona jest za to odpowiedzialna. Nazywam ją „plagiatorem”, gdyż wciąż przypisuje sobie zasługi za rzeczy, których nie zrobiła. I to właśnie to plagiatorstwo odczuwasz jako poczucie samego siebie. Ale to też jest poza twoją świadomą kontrolą, zatem to też nie-ty.

To poczucie posiadania jest formą przywiązania, a przywiązanie jest źródłem cierpienia. Czując, że „masz” jaźń, masz coś do obrony. Twoja jaźń jest postrzegana jako będąca w konflikcie z innymi jaźniami i tak pojawia się agresja. Zatem musimy odpuścić sobie to poczucie posiadania, by doświadczyć głębszego odczucia spokoju.

Lecz, możesz wciąć oponować, jeśli chcesz podnieść ramię, to twoje ramię się porusza i już! To z pewnością dowodzi posiadania na własność. No cóż, nie do końca! Skąd przyszła myśl: „Poruszę moim ramieniem”? Przyszła „tam z dołu”, z nie-ciebie (not-self). Ty nie wytworzyłaś świadomie tej myśli. Po prostu pojawiła się w tobie. Temu jej pojawieniu się w tobie przypisałaś swoje prawo własności do niej, lecz w istocie nie stworzyłaś jej. Po tym, jak myśl się pojawiła, jest słyszana „tam na dole”, w nie-tobie, w tych częściach „ciebie”, które tak naprawdę nie są tobą, ponieważ nie jesteś w stanie ich kontrolować ani nawet poznać – i to „nie-ty”, które jest „tam w dole”, zaczyna serię działań, które doprowadzają do podniesienia ramienia. Z pewnością nie powiesz: „OK, ścisnę mięsień naramienny z taką-a-taką siłą w tym samym czasie, gdy poluzuję mięsień piersiowy większy, a także tryceps, przy jednoczesnym skurczeniu bicepsu…” – i na całe szczęście. To po prostu się dzieje.

A czasem nie. Gdy ktoś na przykład pokazuje ci swoją ulubioną tarantulę i mówi, że bez obaw możesz ją dotknąć, możesz stwierdzić, że choć polecasz swemu ramieniu by się ruszyło, to jednak „tam na dole” to „nie-ty” decyduje, że – nie, dziękuję – nie będzie posłuszne. Lub też możesz zostać zahipnotyzowany by nie móc poruszyć ręką: „tam na dole” otrzymano polecenie od kogoś innego, żeby tego nie robić i nie posłucha „ciebie” (które jest, że tak powiem, jednym ze składników „tego tam na dole”).

Zatem to, co bierzemy za świadomą kontrolę jest po prostu nieświadomą kontrolą, pochodzącą od „nie-ciebie” i przechodzącą przez coś w rodzaju „świadomej przestrzeni” w umyśle, w trakcie gdy przekazywane jest na powrót do jakiejś innej części „nie-ciebie”. Gdy wyobrażenie intencji („Podniosę moje ramię”) przechodzi przez tę świadomą przestrzeń, jakaś część „nie-ciebie” mówi: „Hej tam, zrobiłem to” i wówczas pojawia się poczucie posiadania.

Jeśli właśnie teraz czytasz ten tekst, może wydawać się, że wszystko to nie ma sensu. Może na pytanie: „Kto idzie” odpowiedziałaś: „Ja, głupku”. Tak naprawdę to przerażające odpuścić sobie poczucie, że posiadamy samych siebie, tak samo jak dla dzieci przerażająca jest niewiara w Świętego Mikołaja, nawet jeśli ich rodzice powiedzieli im, że Święty Mikołaj nie istnieje (sam przez to przeszedłem). Lecz jeśli zaczniesz tak naprawdę obserwować to, co opisuję, to wszystko stanie się bardzo konkretne. Jeśli będziesz słuchać jak pojawiają się twoje słowa, zauważać jak powstają myśli, przyłapywać twoje ciało na poruszaniu się, w ten sprytny sposób będziesz mógł doprowadzić do tego, że odpuścisz automatyczny zwyczaj przypisywania sobie prawa własności do twoich myśli, słów i działań. Pojawi się głębokie odpuszczenie i zauważysz, że myśli, słowa i czyny po prostu sie pojawiają – bez żadnego właściciela. I jest to niesamowicie wyzwalające.

Poczucie własności, z którym się obnosimy, wymaga ogromnej ilości energii. To ciężar. Jak powiedział Budda:

Ah, z pewnością pięć skupisk to ciężary,
A człowiek niesie je z sobą;
Branie na siebie brzemienia to źródło cierpienia świata,
Zrzucanie brzemienia to szczęśliwość.

Jaki z tego pożytek dla upeksy? Upeksa to pragnienie by istoty (w tym my sami) doświadczały najwyższego spokoju wynikającego z przebudzenia. Jednym ze sposobów doświadczenia przebudzenia jest odpuszczenie lgnięcia do poczucia „własności” naszych myśli, słów i czynów: „zrzucenie brzemienia to szczęśliwość”. Lecz także, współodczuwająco, życzymy tego spokoju dla innych. Pragniemy abyśmy my sami a także inni zrzucili z barków brzemię jaźni. To, co opisałem powyżej, to sposób na od-jaźnienie się – na zdanie sobie sprawy, że jest to zbędny ciężar.

Niech wszystkie istoty będą wolne. Niech wszystkie istoty zrzucą z siebie brzemię. Niech wszystkie istoty doświadczą szczęścia i spokoju.

z życzeniami metty (miłującej dobroci),

bodhipaksa

(day 93 –  Lay Your Burden Down, from: A Year of Going Deeper. 100 Days of Lovingkindness)

[część 1/2]

About these ads