Tagi

, , ,

2014-05-08 11.57.31Upeksa to jakby miłująca dobroć na sterydach – aby osiągnąć najgłębszy możliwy spokój, musimy wybudzić się ze snu o odrębnej i trwałej osobowości, który jest głównym źródłem naszego cierpienia. To właśnie pozbycie się tego poczucia odrębności i stałości jest w istocie rzeczy kluczem do przebudzenia.

Oprócz przeanalizowania czynników nietrwałości i niezadowolenia, którym już się przyjrzeliśmy, aby rozwinąć w sobie wyzwalający wgląd, przyjrzymy się czynnikowi „nie-ja”. Wszelkie zjawiska to nie my. Nic, co odnosi się do nas, nie jest w stanie nas zdefiniować, gdyż wszystko to, co chcielibyśmy nazwać „nami” – ciało, fizyczne odczucia z nim związane, nasze uczucia, myśli i wspomnienia – nieustannie się zmieniają. Zatem podważamy niczym nie uzasadnione, lecz głęboko osadzone założenie, że posiadamy coś statycznego i esencjonalnego, co nas definiuje. Końcem końców założenie to nie wytrzymuje próby, jakiej jest poddane, okazuje się być mitem i zostaje porzucone.

Oto jeden za sposobów, na jakie Budda zachęca nas byśmy przestali się definiować, wyjaśniając nie-ja pięciu skupisk, które bierzemy za składniki nas samych:

„Mnisi, forma nie jest nami. Gdyby forma była nami, nie prowadziłaby do strapień i każdy mógłby zażyczyć sobie: niech moja forma będzie taka, albo niech moja forma nie będzie taka. Lecz ponieważ forma nie jest nami, zatem prowadzi do strapień i nikt nie może zażyczyć sobie: niech moja forma będzie taka, albo niech moja forma nie będzie taka”

„Mnisi, uczucia nie są nami…

„Mnisi, postrzeganie nie jest nami…

„Mnisi, zachowania nabyte nie są nami…

„Mnisi, świadomość to nie my. Gdyby świadomość była nami, to ta świadomość nie prowadziłaby do strapień i każdy mógłby zażyczyć sobie co do świadomości: niech moja forma będzie taka, albo niech moja forma nie będzie taka”.

Argumentem jest tutaj to, że gdyby nasze ciała były rzeczywiście naszymi ciałami, wówczas bylibyśmy w stanie całkowicie je kontrolować, na przykład nakazując im, by się nie starzały. Gdyby nasze uczucia były naprawdę naszymi własnymi, moglibyśmy w zależności od naszych zachcianek zmieniać nasze upodobania i awersje. Gdyby nasze postrzeganie było naprawdę nasze, bylibyśmy w stanie spojrzeć na te słowa i ujrzeć je bardziej jako abstrakcyjne wzory niż słowa. Gdyby nasze wzorce zachowań były naprawdę nasze, wtedy nie byłoby żadnego problemu, by je zmienić: gdybyś chciała przejść na dietę, po prostu przeszłabyś na dietę, bez żadnych oporów czy obsunięć. Gdyby nasza świadomość była naprawdę nasza, moglibyśmy po prostu postanowić, by być szczęśliwymi i bylibyśmy szczęśliwi. Moglibyśmy postanowić nie myśleć i nie myślelibyśmy.

Większość ludzi najpewniej odpowie na to, że choć być może nie potrafią kontrolować się całkowicie, to jednak do jakiegoś stopnia potrafią to robić, zatem posiadają jaźń, która w pewnym sensie – w pewnym istotnym sensie – jest faktycznym właścicielem swoich części składowych. Czy jeśli sobie tego zażyczysz, to nie potrafisz zwinąć dłoń w pięść, a potem ponownie wyprostować palce? Wrócę jeszcze do tego…

Na razie zacznij po prostu zauważać (tak jak ja sam to robię i jak często zachęcam studentów do tego samego) tajemnicę tego, skąd przychodzą twoje myśli i czyny. Jedną z najbardziej uderzających rzeczy jest przyglądnięcie się mowie i myślom. Kiedy następnym razem będziesz z kimś rozmawiała, zacznij słuchać swoich własnych słów, jakbyś była zewnętrznym obserwatorem, słuchającym samego siebie. A potem zauważ, że nie wiesz jakie słowa padną z twych ust do chwili, kiedy padną. Jeśli przysłuchasz się samej sobie tak, jak to sugeruję, zdasz sobie sprawę, że „ty” nie składasz z góry słów w jakąś całość. One po prostu się pojawiają. Nie wiesz, co powiesz ani na moment wcześniej, niż osoba, z którą rozmawiasz. To trochę niesamowite. Skąd płyną twoje słowa? Po prostu pojawiają się przed tobą, w pełni uformowane, jak gdyby ktoś podawał ci scenariusz. Kto jest autorem tego scenariusza?

(bodhipaksa)

(część 1z2 – część 2.)

About these ads