Tagi

, , , ,

DaddyPomyśl o różnych ekosystemach: lesie iglastym w Europie, tropikalnych lasach Amazonii, stawie. W każdym z nich pojawia się jakiś rodzaj aktywności, za każdym razem odmiennej. A przecież w żadnym z tych przypadków ekosystem nie posiada jakiejś „jaźni” – innymi słowy nie istnieje jakiś główny zarządzający. Nie ma złudzenia jaźni. Żadna z części ekosystemu nie ma fałszywego poczucia, że jest odpowiedzialna za całe widowisko.

Z ludźmi jest podobnie. Pojawia się w nas całe mnóstwo myśli, odczuć, etc. Ich proporcje różnią się w przypadku każdej osoby. A przecież w żadnym z nas nie ma głównego organizatora. Nie ma nikogo, kto by myślał myśli; to nie ty sprawiasz, że myśli się pojawiają (chociaż tak ci się wydaje). Nie ma też nikogo, kto byłby świadom pojawiających się myśl, choć istnieje świadomość myśli.

Dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że twoje myśli pojawiają się bez jakiegoś „ja”, które miałoby jakikolwiek na to wpływ. Możesz też zauważyć, że kiedy mówisz do kogoś, to nie wiesz co powiesz, zanim tego nie wypowiesz. Oczywiście, nieraz myślisz: „powiem to a to”, lecz to jakby wyjście na zaplecze – nie wiedziałeś, że ta myśl się pojawi, dopóki nie zjawiła się w twoim umyśle. No i w większości przypadków w czasie rozmowy nasze myśli przekładają się bezpośrednio na słowa. Jeśli staniesz z boku i przysłuchasz się samemu sobie, to zdasz sobie sprawę z tego, że nie wiesz, co miałeś powiedzieć ani odrobinę wcześniej niż osoba, do której mówisz.

A wtedy możesz też zauważyć wszystkie te rzeczy, które twoje ciało robi bez żadnego “twojego” świadomego udziału. Właśnie w tej chwili oddychasz. Twoje serce bije. Twoje jelita pracują. Mrugasz. Różne części twojego ciała – ręce, stopy – wykonują drobne ruchy. „Ty” nie robisz żadnej z tych rzeczy. Spróbuj przyłapać siebie samego na gorącym uczynku, kiedy gotujesz albo piszesz albo idziesz ulicą, a zdasz sobie sprawę, że twoje ciało robi to wszystko bez twojego udziału. To całkiem fascynujące odczucie.

***

[ważne przy tym, aby nie brać pojęcia anatta – braku „ja” – zbyt sztywno i dosłownie, gdyż tak rozumiane zbliży się do opisu pogranicznego zaburzenia osobowości (borderline), gdzie spójne „ja” nie powstało. W tym przypadku wyleczenie polega na wytworzeniu poczucia „stabilnego ja" (poza które potem można następnie wyjść w procesie medytacji, lecz które uprzednio musi zaistnieć]

(za: Bodhipaksa)

About these ads